Co stało się na placu budowy elektrowni atomowej?

Do wypadku doszło w nocy z 9 na 10 lipca na terenie elektrowni atomowej w Ostrowcu. Podczas wymiany reaktorów z kilku metrów spadła jednostka ważąca 330 ton. Całe zdarzenie zostało sfilmowane. Choć odżyły obawy o bezpieczeństwo okolic elektrowni podczas budowy i jej przyszłej pracy, odpowiedzialni za budowę zapewniają, że nie ma powodów do niepokoju.

 – Mniej więcej na wysokości 4 metrów (a długość korpusu wynosi 11) zepsuł się dźwig, dlatego korpus pozostawał zawieszony ponad pół godziny. W ciągu tego czasu kąt nachylenia ciągle się zwiększał, aż w końcu reaktor zawisł pionowo, dotykając ziemi – powiedział Aleksander Łokszin, zastępca dyrektora generalnego spółki Rosatom. – Nawet gdy korpus dotknął ziemi, dwie trzecie jego ciężaru trzymał dźwig. Dlatego użycie takich terminów jak „uderzenie w ziemię” czy „upadek” jest niedokładne, to myli ludzi, ponieważ prędkość ruchu korpusu nie przekraczała prędkości pieszego – uspokajał.

Jego zdaniem korpus nie został uszkodzony. Co więcej, jego obciążenie było znacznie poniżej maksymalnej dopuszczalnej normy i prawie 1,5 razy mniejsze od obciążenia, jakie wedle przewidywań jednostka powinna wytrzymać przez 60 lat eksploatacji. Łokszin, jako przedstawiciel spółki, rozumie jednak obawy społeczne, związane z budową elektrowni. Zapewnia, że Rosatom wymieni reaktor, jeżeli taki wymóg zostanie postawiony przez zleceniodawcę. Będzie to jednak wiązało się z opóźnieniami w harmonogramie budowy elektrowni.

Wydarzenie wywołało poruszenie także na Litwie. Jak oświadczyła prezydent tego kraju, Dalia Grybauskaite, Rosatom powinien liczyć się nawet z zablokowaniem projektu, jeżeli okaże się, że elektrownia narusza standardy bezpieczeństwa.