Czy powinni wydawać więcej na wojsko?

 

Prezydent USA Donald Trump zwiększył swoje żądania wobec sojuszników NATO przed szczytem, który ma się odbyć w przyszłym tygodniu w Brukseli. Przywódca USA bardzo rygorystycznie określił wzorcowy podział wydatków, pokazując kraje europejskie jako niezależnych płatników. Stwierdzenia prezydenta USA Donalda Trumpa, nie odpowiadają w pełni obecnemu sposobowi działania NATO. Dotyczą jednak podstawowych, spornych spraw, które są niezmienne od lat.

NATO zostało założone w 1949 roku na podstawie Karty Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Jak głosi dokument, strony podpisujące będą „dążyć do promowania stabilności w obszarze północnoatlantyckim” i „zjednoczą swoje wysiłki na rzecz zbiorowej obrony oraz zachowania pokoju i bezpieczeństwa”. Obecnie NATO jest grupą złożoną z 29 członków, a jego główna siedziba znajduje się w Brukseli, gdzie przywódcy państw członkowskich zgromadzą się na szczycie 11 i 12 lipca.

Finanse NATO opierają się na zasadzie kolektywnej obrony, co oznacza, że od członków oczekuje się, że utrzymają własne siły zbrojne na wypadek, gdyby zostali wezwani do obrony sojusznika. W dążeniu do tego celu członkowie są zobowiązani przeznaczać określone kwoty na własne budżety obronne. W 2006 roku NATO wyznaczyło je na poziomie 2% produktu krajowego brutto, co zostało potwierdzone podczas szczytu w 2014 roku. Poziom ten jednak opisany jest jedynie jako „wytyczna”, a NATO nie przewiduje kary za nieosiągnięcie go.

To właśnie ta kwestia jest przyczyną konfliktu między Trumpem i innymi członkami sojuszu. Trump zmierza bowiem w przyszłym tygodniu przygotować przywódców pozostałych państw do zwiększenia kwoty na wydatki. Jest to problem, na który zwracał uwagę od czasu startu w wyborach prezydenckich, określając sojuszników NATO jako „niepokrywających swoich zobowiązań”. Ostatnio Trump podczas wiecu politycznego ubolewał, że USA „wydają 90% na utrzymanie NATO”. Jest to jednak nieprecyzyjne stwierdzenie, które zaciemnia rzeczywisty sposób działania sojuszu. Całkowite wydatki na obronę USA wynoszą około 70% wydatków wszystkich członków NATO, ponieważ występują dysproporcje w wielkościach rocznych produktów krajowych brutto. Dodatkowo nie wszystkie wydatki USA dotyczą NATO.

Ludzie z otoczenia prezydenta USA twierdzą, że postrzega on NATO jako tylko jeden z przykładów ochrony świata przez Stany Zjednoczone przy jednoczesnym niskim dochodzie z tego przedsięwzięcia. Właśnie to podkreślił podczas wiecu politycznego w zeszłym miesiącu. W rzeczywistości, zasada kolektywnej obrony NATO została przywołana tylko raz, po atakach terrorystycznych na Stany Zjednoczone 11 września 2001 roku. NATO pomogło wówczas w przeprowadzeniu misji antyterrorystycznych i ostatecznie poprowadziło misję odbudowy armii Afganistanu po inwazji kierowanej przez USA na ten kraj. W skład Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa wchodziły oddziały wszystkich członków NATO.

Trump jasno określił swoje żądania w listach do członków NATO wysłanych w zeszłym miesiącu. Napisał wówczas choćby do kanclerz Niemiec Angeli Merkel: „musimy znaleźć sposób na przezwyciężenie krajowych przeszkód w interesie naszego zbiorowego bezpieczeństwa”, dodając: „Rozumiem krajowe naciski polityczne na większe wydatki rządowe, jak również wydatkowanie znacznych kapitałów politycznych na zwiększenie amerykańskich wydatków obronnych”.

Krytycy Trumpa twierdzą, że jego taktyka nie jest pomocna. Obawiają się, że w Europie, gdzie prezydent jest niepopularny, skłanianie liderów w celu zwiększenia wydatków na obronę może przynieść odwrotny skutek.

– Tak naprawdę sojusznicy wydają teraz więcej na obronę. Wszyscy sojusznicy zwiększają swoje budżety obronne trzeci rok z rzędu – ocenia sekretarz generalny Jens Stoltenberg w maju, gdy odwiedzał Trumpa w Białym Domu.

Mimo to nadal tylko ułamek sojuszu spełnia wytyczne 2% PKB. Zdaniem NATO, że tylko 8 z 29 państw członkowskich spełni ten próg w tym roku.