Szczyt Partnerstwa Wschodniego

 

UE uzna europejskie aspiracje Ukrainy, Mołdawii i Gruzji – zgodzili się przedstawiciele państw unijnych w deklaracji przygotowywanej na listopadowy szczyt Partnerstwa Wschodniego. Na idące dalej stwierdzenia nie zgodziła się Holandia – podają dyplomaci.

Zaplanowany na 24 listopada szczyt Partnerstwa Wschodniego w Brukseli będzie okazją do spotkania szefów państw i rządów 28 krajów unijnych oraz przywódców Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Białorusi, Armenii i Azerbejdżanu.

Ostatni raz spotkanie na tym szczeblu odbyło się w 2015 r. w Rydze. Od tego czasu zarówno w krajach UE, jak i tych należących do Partnerstwa Wschodniego sporo się wydarzyło. Po holenderskim niewiążącym referendum z kwietnia 2016 r., w którym obywatele tego kraju odrzucili umowę stowarzyszeniową z Ukrainą, "28" musiała mocno się nagimnastykować, żeby przepchnąć to porozumienie.

Negocjacje nad tekstem deklaracji przed szczytem Partnerstwa Wschodniego pokazują, że sytuacja ta cały czas ma wpływ na politykę unijną. Mimo że wśród państw członkowskich nie brakuje takich, które chętnie zaoferowałby Ukrainie, Mołdawii i Gruzji bardziej ambitne zapisy, cała "28" właśnie za sprawą Holandii była się w stanie zgodzić jedynie na "uznanie europejskich aspiracji i europejskiego wyboru" tych trzech państw. Obserwatorzy zwracają uwagę, że taki język to sukces przychylnych Ukrainie państw takich jak Polska czy kraje bałtyckie, ale dla Kijowa będzie on i tak rozczarowujący.

Co więcej, projekt deklaracji, który widziała PAP, nawiązuje do przyjętej w grudniu 2016 r. deklaracji, według której umowa stowarzyszeniowa UE-Ukraina nie jest wstępem dla członkostwa tego kraju w UE. Był to przyjęty przez szczyt UE prawnie wiążący dodatek do umowy stowarzyszeniowej, który pozwolił holenderskim władzom na ratyfikację tego porozumienia mimo negatywnego rozstrzygnięcia w referendum.

Powrót do tego ustalenia w deklaracji na szczyt Partnerstwa Wschodniego został wymuszony przez dyplomatów z Hagi. "Ten zapis to ukłon w stronę Holandii" – opisuje w rozmowie z PAP kulisy rozmów wśród państw członkowskich jeden z unijnych dyplomatów.

Jednak nie tylko Holendrzy byli sceptycznie nastawieni do niektórych zapisów deklaracji. Jak podają źródła w Brukseli, również Węgrzy, których relacje z Ukrainą pogorszyły się ostatnim czasie, skorzystali z okazji, żeby przekazać Kijowowi sygnał niezadowolenia.

Zadrą w relacjach między obu krajami stała się nowa ukraińska ustawa oświatowa, która zdaniem władz Węgier narusza prawa mniejszości węgierskiej na Ukrainie.

Nowe ukraińskie prawo przewiduje, że mniejszości narodowe mają zagwarantowane prawo do nauczania w językach ojczystych tylko w przedszkolach państwowych i klasach początkowych. Na późniejszym etapie głównym językiem wykładowym ma być ukraiński.

Ustawa wywołała oburzenie władz Węgier. Minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto zapowiedział, że wystąpi z inicjatywą rewizji układu o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską ze względu na to prawo.

Uzgodniony już przez unijnych ambasadorów projekt deklaracji na szczyt Partnerstwa Wschodniego zwraca uwagę na kwestie unowocześniania edukacji i poprawy jej jakości przy jednoczesnym zapewnieniu "poszanowania praw już wykonywanych przez osoby należące do mniejszości narodowych". Tekst przypomina w tym kontekście o zapisach konwencji ONZ i Rady Europy o niedyskryminacji osób należących do mniejszości i poszanowaniu różnorodności.

Dla Ukrainy zaakceptowanie takich zapisów będzie bardzo trudne, ale może ona mieć bardzo duże problemy, żeby je zakwestionować. Po stronie unijnej Węgry dostały bowiem wsparcie pozostałych 27 państw.

Korzystniejszy z punktu widzenia Kijowa jest natomiast ponowny apel o pokojowe rozwiązanie konfliktów w regionie na podstawie prawa międzynarodowego.

Teraz projekt deklaracji trafił do stolic państw Partnerstwa Wschodniego. Po ich uwagach odbędą się ostateczne szlify i ogłoszenie tekstu podczas szczytu w Brukseli.

Program Partnerstwa Wschodniego UE powstał w 2009 r. z inicjatywy Polski i Szwecji. Obejmuje sześć krajów: Armenię, Azerbejdżan, Białoruś, Gruzję, Mołdawię i Ukrainę.

Źródło: Z Brukseli Krzysztof Strzępka