Wypowiedź kandydata na szefa rządu

 

Kandydat populistycznego Ruchu Pięciu Gwiazd na premiera w wyborach w marcu 2018 roku Luigi Di Maio powiedział w poniedziałek, że gdyby doszło do referendum to głosowałby za wyjściem Włoch ze strefy euro.

Słowa kandydata na szefa rządu wywołały falę komentarzy i ostrą krytykę ze strony rządzącej we Włoszech centrolewicy. Przypomina się przy tym, że zgodnie z włoską konstytucją przedmiotem referendum nie mogą być międzynarodowe traktaty.

Polityk prowadzącego w przedwyborczych sondażach ruchu komika Beppe Grillo oświadczył w wywiadzie telewizyjnym: „Gdyby odbyło się referendum, co ja uważam za ostateczność, jasne jest, że głosowałbym za wyjściem ze strefy euro, bo to znaczyłoby, że Europa nas nie wysłuchała”.

Tym samym 31-letni Di Maio powrócił do zgłaszanego już wcześniej przez jego formację postulatu rozpisania referendum konsultacyjnego, w którym obywatele opowiedzieliby się za tym, czy chcą wyjścia Włoch ze strefy euro.

Rywal Di Maio w wyborach, lider centrolewicowej Partii Demokratycznej Matteo Renzi, zareagował na jego wystąpienie mówiąc: „To byłoby szaleństwo dla włoskiej gospodarki”.

Wiceminister spraw zagranicznych Benedetto Della Vedova zadeklarował zamiar spotkania z kandydatem Ruchu Pięciu Gwiazd w otwartej debacie, w trakcie której – jak dodał – wyjaśniłby, jaką „katastrofą” byłaby rezygnacja ze wspólnej europejskiej waluty.

Były wiceminister finansów, deputowany lewicy Stefano Fassina następująco zwrócił się do kandydata ruchu Grillo na premiera: “W sprawie euro referendum konsultacyjne jest niewykonalne z ewidentnych przyczyn praktycznych”. Ostrzegł następnie, że już samo ogłoszenie zamiaru rozpisania takiego głosowania mogłoby doprowadzić do ucieczki zagranicznego kapitału z Włoch i spadku rentowności obligacji państwowych.

„A zatem, aby móc przeprowadzić głosowanie należałoby począwszy od pierwszych jego zapowiedzi zablokować przepływ kapitału, ograniczyć dostęp do depozytów bankowych, odłożyć emisję obligacji i wydatki publiczne” – wyjaśnił Fassina.

Przewodnicząca władz regionu Friuli-Wenecja Julijska Debora Serracchiani z Partii Demokratycznej oświadczyła: „To już oficjalne: Di Maio kandyduje po to, aby zniszczyć włoską gospodarkę i wiarygodność”.

„Zbędne jest przypominanie tym demagogom, że w kwestii traktatów międzynarodowych nasza konstytucja nie przewiduje rozpisania referendum” – podkreśliła. Serracchiani także wyraziła obawę, że sam zamiar ogłoszenia takich konsultacji może przynieść szkody gospodarce.

Komentatorzy zauważają w mediach, że plany dążącego do władzy Ruchu Pięciu Gwiazd zweryfikuje wynik wyborczy. W tym samym poniedziałkowym wywiadzie Di Maio po raz pierwszy zasugerował możliwość zawarcia porozumienia koalicyjnego przez jego formację.

„Jeśli w wyborach otrzymamy 40 procent głosów, będziemy mogli rządzić sami. Jeżeli natomiast to się nam nie uda, w wieczór wyborczy wystosujemy publiczny apel do innych sił politycznych, które wejdą do parlamentu i zaprezentujemy nasz program oraz naszą drużynę” – ogłosił kandydat na premiera. „Będziemy rządzić z tym, kto wyrazi aprobatę” – dodał Di Maio.

Z sondażu z końca listopada wynika, że na ruch Grillo chce głosować 27,5 procent Włochów. Na drugim miejscu jest Partia Demokratyczna z 23-procentowym poparciem, a trzecia Forza Italia byłego premiera Silvio Berlusconiego, na którą chce głosować około 16 procent wyborców.

Źródło: Z Rzymu Sylwia Wysocka