Były premier z wizytą w Kopenhadze

 

Hiszpański Sąd Najwyższy odrzucił w poniedziałek wniosek prokuratury o ponowne wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) wobec byłego premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta, który wcześniej przyleciał z Brukseli do Kopenhagi.

Sąd poinformował, że decyzja o ewentualnym wznowieniu ENA będzie podjęta w przyszłości, gdy przywrócone zostanie regularne działanie katalońskiego parlamentu. Uzasadniając decyzję, sędzia Pablo Llarena poinformował, że choć wniosek prokuratury uznaje za rozsądny, są pewne niuanse, które sprawiają, że wydanie ENA powinno zostać przesunięte na później.

Puigdemont, zdymisjonowany przez rząd w Madrycie premier Katalonii, od końca października przebywał w Brukseli, gdzie chronił się przed hiszpańskim wymiarem sprawiedliwości; zarzuca mu on m.in. rebelię i nieposłuszeństwo wobec władz centralnych w Madrycie w związku z działaniami na rzecz secesji Katalonii. W poniedziałek rano Puigdemont przyleciał z Brukseli do Kopenhagi na debatę na Uniwersytecie Kopenhaskim. Hiszpańskie media zauważają, że mógł on wziąć udział w tej konferencji przez internet.

W poniedziałek szef parlamentu Katalonii Roger Torrent ogłosił, że Puigdemont został oficjalnym kandydatem na premiera regionu. Debata w parlamencie nad tą kandydaturą musi rozpocząć się do końca stycznia.

Zdaniem Llareny celem przelotu Puigdemonta z Belgii do Danii było właśnie "sprowokowanie do zatrzymania go za granicą", co miałoby być elementem strategii przed głosowaniem nad jego kandydaturą na premiera Katalonii. Według sądu chciał on zrzucić w ten sposób winę na hiszpańskie władze za swą nieobecność podczas głosowania w parlamencie i zostać dzięki temu zaocznie zaprzysiężonym na szefa regionalnego rządu.

Internetowy dziennik "El Espanol" wyjaśnia, że Puigdemont pozbawiony wolności w Danii mógłby starać się o to, by móc w katalońskim parlamencie głosować przez pośrednika i zostać wybranym na premiera regionu.

Na początku grudnia Sąd Najwyższy Hiszpanii wycofał Europejski Nakaz Aresztowania wydany 3 listopada wobec Puigdemonta i jego czterech współpracowników w związku z zarzutami o "rebelię, działalność wywrotową, sprzeniewierzenie środków publicznych i nieposłuszeństwo wobec władz" centralnych w Madrycie. Zarzuty te dotyczą ich działań na rzecz niepodległości Katalonii. Jak pisały agencje prasowe, sędzia Llarena mógł wówczas chcieć uniknąć możliwości ograniczenia przez belgijski wymiar sprawiedliwości zakresu przestępstw, o które politycy mogą zostać oskarżeni, gdy wrócą do Hiszpanii. Llarena mógł obawiać się, że Bruksela może odesłać Puigdemonta do Hiszpanii, ale wcześniej zawęzić stawiane mu zarzuty.

55-letni Puigdemont, który od 30 października przebywa w Brukseli, ponownie może zostać premierem Katalonii, gdyż jego kandydatura została wyłoniona po grudniowych, przedterminowych wyborach do regionalnego parlamentu. Puigdemont informował, że chce, by zaprzysiężono go na premiera zaocznie i zapowiadał, że mógłby rządzić Katalonią z Belgii. Jednak sprzeciwia się temu zarówno opozycja w regionie, jak i rząd Rajoya. Także prawnicy katalońskiego parlamentu ocenili, że jest to niezgodne z jego regulaminem. Z kolei gdyby polityk wrócił do kraju, najprawdopodobniej zostałby zatrzymany.

Według przewidywań mediów Madryt najpewniej unieważni przeprowadzone w regionalnym parlamencie głosowanie w sprawie wyboru Puigdemonta i utrzyma kontrolę nad regionem, którą sprawuje od trzech miesięcy.

Jeśli Puigdemont nie zostanie wybrany na szefa rządu, na wybór nowego premiera partie będą miały dwa miesiące od rozpoczęcia debaty w parlamencie w tej sprawie, co zgodnie z przepisami musi nastąpić do końca stycznia. Jeśli to się nie uda, konieczne będą kolejne wybory regionalne.

Hiszpańskie media informują, że Puigdemont, który do zatwierdzenia kandydatury potrzebuje w 135-mandatowym parlamencie regionalnym 68 głosów, mógłby z pewnością liczyć na 34 głosy deputowanych z bloku Razem dla Katalonii (Junts per Catalunya), 32 – Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC) i prawdopodobnie czterech członków Kandydatury Jedności Ludowej (CUP), co w sumie daje 70. Jak tłumaczył jednak hiszpański dziennik "ABC", choć trzech z tych deputowanych przebywa w areszcie w związku z działaniami na rzecz niepodległości, mogą oni głosować przez pośredników. Ale pięciu (w tym dotychczas sam Puigdemont) deputowanych przebywa w Belgii i w ich przypadku głosowanie przez pełnomocników nie wchodzi w grę. Bez ich głosów były premier nie uzyska poparcia większości członków parlamentu, czyli 68 deputowanych.

Jeśli Puigdemonta nie poprze 68 posłów, w ciągu 48 godzin odbędzie się drugie głosowanie, w którym do zatwierdzenia jego kandydatury wystarczy zwykła większość, czyli poparcie większości uczestników głosowania.

Źródło: