Presley Trejo z USA na Facebooku opublikowała historię swojej 12-dniowej córki, która wskutek pocałunku zmarła. Jak się okazało, przyczyną „pocałunku śmierci” było przekazanie wirusa opryszczki HSV-1 (herpes simlex), z którym organizm dziecka nie mógł sobie poradzić. Co więcej, dramatyczna publikacja uratowała życie innemu noworodkowi.

Wirus opryszczki HSV-1 nie jest znaczącym zagrożeniem dla dorosłych. Szacuje się, że jest nim zakażonych 80% populacji w USA. Wiele osób może nosić go bez objawów, nie mając pojęcia, że są w stanie infekować innych. Wirus może jednak być bardzo niebezpieczny dla dziecka, o czym przekonała się Presley Trejo.

Jak opisała w poście na Facebooku matka z USA, jej noworodek zaczął chorować, a objawy wyglądały jak silne przeziębienie. Zanim u dziewczynki zdiagnozowano wirusa opryszczki, miała już niewydolność nerek. W efekcie dziecka nie udało się uratować.

Wpis Trejo przeczytała inna matka – Ashley Pool. Dzięki niemu zidentyfikowała objawy u swojego dziecka i poddała go leczeniu, dzięki czemu Reagan została uratowana. Dziewczynka ma obecnie 4 miesiące i choć wciąż przyjmuje antybiotyki, nic nie zagraża jej życiu.

– Nie pozwól nikomu całować twojego dziecka. Nie bój się ranić uczuć innych. Nie bój się zawstydzić kogoś. Nie bój się nawet powiedzieć swojej teściowej, żeby nie całowała twojego dziecka. Wirus HSV-1 można przenieść na niemowlęta w sposób, który zwykło się określać jako „pocałunek śmierci” – apelują do rodziców obie matki.

Do apelu dołączają się eksperci. Jak przestrzegają, wywołane przez wirusa opryszczki zmiany chorobowe skóry i błon śluzowych lokalizują się głównie w obszarze twarzy i błon śluzowych jamy ustnej. Do pierwotnego zakażenia, które może przebiegać bezobjawowo albo przypominać ostre zapalenie dziąseł i jamy ustnej, dochodzi często u dzieci poniżej 4. roku życia, z reguły przez pocałunki nosicieli HSV-1.