Każdego dnia po oceanach świata pływają statki, które przewożą do najdalszych zakątków naszego globu samochody, żywność, paliwa, odzież, surowce i elektronikę warte miliardy dolarów. To pożyteczne, ale również niepokojące działanie, tym bardziej, że zgodnie z prognozami około 90% wszystkich kupowanych przez nas produktów będzie podróżować na takich statkach. Co w tym złego? Wszystkie te molochy spalają paliwa kopalne, przyczyniając się w znacznym stopniu do ocieplenia klimatu i zmiany wzorców klimatycznych.

Brudne działanie

Wiele statków towarowych nadal używa paliwa bunkrowego, a więc osadów ściekowych procesu rafinacji ropy naftowej. Trująca mieszanka jest tania, ale opieranie przemysłu na paliwie wysokowęglowym stanowi poważną przeszkodę dla globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia zanieczyszczeń.

Na szczęście, nie pozostaje to niezauważone. Kilka firm już obecnie zwiększa nakłady na inwestycje w projekty pilotażowe, wykorzystujące odnawialne paliwa i czystsze technologie. Niestety, tylko mniejsza część branży domaga się nowej polityki morskiej w zakresie klimatu oraz pobudzenia większej liczby innowacji. Ogólnie rzecz biorąc, powszechna jest niechęć do przyjęcia znaczących zmian.

Promujący ideę „czystych okrętów” planują zwrócić uwagę na problem podczas konferencji Narodów Zjednoczonych, która będzie dotyczyła zmian klimatu. Choć porozumienie przyjęte w Paryżu wykluczyło z rozmów zanieczyszczenia pochodzące z międzynarodowej żeglugi i lotnictwa, ponieważ urzędnicy twierdzili, że są to branże, które niełatwo się wpasowują w krajowe i regionalne systemy emisji, dlatego muszą się regulować same, oczekuje się, że działania regulacyjne i odważne inwestycje będą miały kluczowe znaczenie dla ograniczenia wkładu przemysłu morskiego w globalne ocieplenie. Inaczej przemysł morski pozostawiony bez kontroli zintensyfikuje spalanie najtańszych paliw kopalnych. Takie podejście może zaś spowalnia postęp w innych sektorach.

Niepokojące prognozy

Międzynarodowa Organizacja Morska, główny organ regulacyjny tej branży, sugeruje, że emisje dwutlenku węgla z żeglugi mogą wzrosnąć wraz ze wzrostem liczby ludności na świecie i rozkwitem gospodarczym nawet o 250 procent do 2050 r. W tym momencie Parlament Europejski szacuje, że przemysł może wytworzyć 17 procent globalnych emisji, co oznacza ogromny wzrost z dzisiejszych 3 procent.

Tristan Smith, czołowy badacz żeglugi z Instytutu Energetyki University College London, zauważa, że ​​firmy wciąż mają mało powodów, aby poświęcać czas i pieniądze na budowę ekologicznej floty przewozowej.

– Bardzo duża część sektora nie jest zainteresowana robieniem niczego aż do ostatniej chwili, kiedy zostaną zmuszeni rozporządzeniem – podsumowuje.

Jorge Quijano, administrator Kanału Panamskiego, twierdzi, że ciek przyczynia się do zwiększenia poczucia odpowiedzialności za naszą planetę. Wyjaśnia, że w styczniu uruchomiono program nagradzania spedytorów, którzy spełniają wysokie wymagania energetyczne. Stosowanie się do norm wydajności lub wykorzystywanie paliwa o niskiej zawartości siarki i węgla może zwiększyć pozycję armatorów w rankingu kanału. Pozwoli to określić, kto uzyska priorytetowy dostęp do drogi wodnej.

Czas na działania

Tristan Smith z University College London's Energy Institute twierdzi, że bez poważnych działań regulacyjnych, żegluga nigdy nie zmieni swoich sposobów zanieczyszczania. Branża znajduje takie inicjatywy, które zachęcają do modernizacji, ale nie drastycznych remontów i promują dobre zachowanie bez jawnego karania status quo statków.

– Jeśli naprawdę chcemy ograniczyć emisję CO2 do zera, możemy to zrobić na dwa sposoby: przestać handlować, lub żeglować – powiedział grecki armator podczas przemówienia w trakcie panelu na konferencji Międzynarodowej Izby Transportu w Londynie.

Coraz bardziej postępowe głosy domagają się wprowadzenia tak zwanych statków o zerowej emisji, które nie powodują bezpośrednio emisji gazów cieplarnianych. Konsorcjum badawcze, złożone z głównych firm żeglugowych i instytutów akademickich, twierdzi, że takie statki muszą pojawić się na głównym rynku transportowców do 2030 r.

Zerowe cele

Do 2050 r. prawie wszystkie działające statki towarowe muszą generować zerową emisję, aby dostosować się do porozumienia paryskiego. Smith ocenił, że nie jest to proces, który musimy rozpocząć już teraz, ale na pewno jeden z takich, o których trzeba zacząć rozmawiać.

Szefowie firm spedycyjnych, takich jak John Lyras, zastanawiają się nad wyznaczeniem ambitnych ogólnosektorowych celów w zakresie redukcji emisji pochodzącej z transportu. Najważniejsze opcje zasilania statku bez użycia paliw kopalnych to wodór, akumulatory, biopaliwa oraz technologie wspomagane wiatrem. Wszystko to może zmniejszyć zużycie paliw tradycyjnych.

Już teraz rozwiązania te są testowane na małych łodziach, promach pasażerskich lub statkach dostawczych, pływających blisko brzegu. Przyszłość paliw kopalnych stosowanych na ogromnych tankowcach wydaje się przesądzona, wszystkie te działania powinny w krótkim czasie rozpocząć proces zmian zmierzających ku większej ochronie środowiska.