Była dziennikarka TVN Anna Puślecka zmaga się z rakiem piersi, relacjonując walkę z chorobą w mediach społecznościowych. Teraz na swoim profilu na Instagramie opublikowała list otwarty do ministra zdrowia, w którym zwraca uwagę na trudną sytuację Polek z nowotworem.

Anna Puślecka karierę w telewizji zaczęła w TVP w 1996 roku. W latach 2004–2012 prowadziła programy o modzie i przygotowywała materiały dla TVN. Współpracowała z magazynami modowymi, takimi jak „Harper's Bazaar” czy „Fashion Magazine”, a w 2014 roku stworzyła blog o modzie D”YKF – Do You Know Fashion”. W opublikowanym na profilu apelu do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego dziennikarka przeprosiła za formę i miejsce publikacji, podkreślając, że usprawiedliwia je walka o życie.

Wyświetl ten post na Instagramie.

List Otwarty do Ministra Zdrowia, Pana Łukasza Szumowskiego Szanowny Panie Ministrze! Proszę wybaczyć formę i miejsce z którego piszę do Pana ten list, ale walczę o życie. Ta walka nie dotyczy tylko mnie, ale tysięcy Polek – matek, córek, żon, partnerek. To sprawa życia i śmierci. Jestem młodą kobietą, mam dopiero 48 lat. Pracuję, mam rodzinę, przyjaciół, płacę regularnie ZUS i podatki. Nigdy poważnie nie chorowałam. W kwietniu zdiagnozowano u mnie rzadki przypadek hormonozależnego raka piersi. Choroba była na tyle podstępna, że nie ujawniła się podczas takich badań jak mammografia. Została wykryta niestety w stadium zaawansowanym. Obecnie czuję się bardzo dobrze, na 100% moich możliwości (to pokazuje też jak podstępna jest ta choroba), pracuję i jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Jedyna nadzieją na życie jest dla mnie nowoczesny, antynowotworowy lek RYBOCYKLIB. Lek ten w Polsce nie jest refundowany. Zapewne Pan wie, że rybocyklib jest refundowany w CAŁEJ UNII. Całej, poza Polską… Panie Ministrze, czy zdaje sobie Pan sprawę, że nie podejmując decyzji o refundacji leku, odbiera Pan mnie i tysiącom Polek, matek, córek, żon, partnerek, szansę na życie! Jak się Pan z tym czuje? Może Pan spać w nocy, Panie Ministrze? Odbiera nam Pan szansę na pracę, cieszenie się rodziną i wychowywanie dzieci. Rybocyklib przedłuża życie, ale miesięczna kuracja rybocyklibem kosztuje 12 tys. złotych, a roczna to aż 144 tys. złotych! Panie Ministrze, nie stać ani mnie, ani tysięcy Polek na tak drogie leczenie. Dlatego proszę Pana w imieniu swoim i tysiąca kobiet dotkniętych rakiem piersi o pomoc, aby rybocyklib jak najszybciej znalazł się na liście leków refundowanych dla kobiet w I i II rzucie leczenia (dla takich jak ja, po chemioterapii). Panie Ministrze, boję się. Boję się, że nie będzie mi dane cieszyć się w pełni życiem, które nagle może zostać skrócone, boję się, że przyjdzie dzień w którym choroba nagle zacznie postępować. A chcę, tak jak inne Polki, normalnie funkcjonować. Da nam Pan tę szansę? Albo inaczej: czy ma Pan prawo skazywać nas na przedwczesną śmierć? Z poważaniem, Anna Puślecka Pacjentka, córka, siostra, partnerka, Polka Warszawa, 11.08.2019 #AnnaPuslecka

Post udostępniony przez Anna Puślecka (@annapuslecka)


– Ta walka nie dotyczy tylko mnie, ale tysięcy Polek – matek, córek, żon, partnerek. To sprawa życia i śmierci – uzasadniała Puślecka.

Dziennikarka przedstawiła siebie jako kobietę w wieku 48 lat, która pracuje, ma rodzinę, regularnie płaci podatki, ZUS i nigdy wcześniej poważnie nie chorowała. W kwietniu zdiagnozowano u niej jednak rzadki przypadek hormonozależnego raka piersi.




– Została wykryta niestety w stadium zaawansowanym. Obecnie czuję się bardzo dobrze, na 100% moich możliwości (to pokazuje też jak podstępna jest ta choroba), pracuję i jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Jedyna nadzieją na życie jest dla mnie nowoczesny, antynowotworowy lek rybocyklib – wyjaśnia dziennikarka powód pisania listu otwartego.

W dalszej części wpisu Puślecka wyjaśnia, że potrzebny jej lek jest refundowany we wszystkich krajach UE poza Polską. Brak refundacji odbiera szansę na życie tysiącom Polek.

– Jak się Pan z tym czuje? Może Pan spać w nocy, Panie Ministrze? Odbiera nam Pan szansę na pracę, cieszenie się rodziną i wychowywanie dzieci. (…) Panie Ministrze, boję się. Boję się, że nie będzie mi dane cieszyć się w pełni życiem, które nagle może zostać skrócone, boję się, że przyjdzie dzień w którym choroba nagle zacznie postępować. A chcę, tak jak inne Polki, normalnie funkcjonować. Da nam Pan tę szansę? Albo inaczej: czy ma Pan prawo skazywać nas na przedwczesną śmierć? – pyta dramatycznie dziennikarka.


Anna Puślecka w mediach społecznościowych przyznała, że choruje na nowotwór piersi, po raz pierwszy w lipcu. „W świecie mody chorowanie jest niemodne, a zwłaszcza na taką chorobę. To nie na miejscu. To oznaka słabości i złego gustu (...) To, że mam raka, nie znaczy, że zrezygnuję ze szpilek i kobiecości. Nie ma takiej opcji” – wyznała wówczas. Dotąd leczyła się w Centrum Onkologii w Warszawie. Ostatnio oświadczyła jednak, że planuje leczenie za granicą.