Rozmowa z Arkadiuszem Czerwińskim – sprawującym trzecią kadencję urząd burmistrza w Resku, gminie położonej w województwie zachodniopomorskim

 –  Dlaczego po raz kolejny wygrał Pan wybory, Panie Burmistrzu?

 –  To chyba nie mnie trzeba zapytać, miałem tylko jeden głos. (śmiech) Wpływ miało na pewno wiele czynników, które rządzą wyborami. Nie wszyscy przecież kierują się takimi samymi przesłankami. Mieszkańcy biorą pod uwagę na przykład to, czy ktoś działa na rzecz miasta, ale również czy jest lubiany – zwłaszcza w mniejszej miejscowości. Wszystkie te parametry dały mi taki wynik. Zdarza się, że mieszkańcy mogą chcieć zmiany, ponieważ ktoś jest za długo.

 –  A Pan jest Burmistrzem którą kadencję?

 –  Jako burmistrz trzecią. Zacząłem pracę jako urzędnik, później byłem zastępcą. Łącznie w samorządzie działam 18 lat. Dlatego, gdyby zapytać mieszkańców, okazałoby się pewnie, że głosowali z różnych powodów.

 –  Jest Pan zadowolony z tego, co się dzieje w mieście?

 –  Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, to ani ja, ani mieszkańcy nie spodziewalibyśmy się wszystkich zmian, które zaszły. Istotny był zwłaszcza czas od momentu wejścia Polski do Unii. Wcześniej wprawdzie też staraliśmy się pozyskiwać skądś pieniądze, ale było to raczej ograniczone nadrabianie lat świetlnych strat. Dlatego, biorąc pod uwagę sytuację, z jakiej startowaliśmy, nikt nie byłby w stanie przewidzieć, że w ciągu 10 lat aż tak zmieni się rzeczywistość naszej gminy. Nawet trudno byłoby wymieniać to wszystko, co udało się zdziałać w kolejnych kadencjach, bo jest bardzo wiele działań. Zaczynając od rzeczy najprostszych – na terenie połowy gminy nie było wodociągów. Prawie całe miasto nie było skanalizowane. Są to kosztowne inwestycje, dlatego sługo nie było nas na nie stać. 9 lat temu powstał budynek gimnazjum, który jest naszą chlubą do dziś. Kiedy w 2005 roku powstawał jego projekt, staraliśmy sie uwzględnić w nim wszystko - także boiska ze sztuczną nawierzchnią, chociaż nikt z tworzących nie wiedział, kto nasze plany będzie realizował i czy będą możliwości finansowe. Dopiero później powstał program ["Moje boisko Orlik 2012" – przyp. red.], napisaliśmy wnioski, a nasz projekt został bardzo wysoko oceniony. Do dzisiaj przyjeżdżający dziwią się, że mała gmina dysponuje boiskiem z nawierzchnią tartanową tak wysokiej klasy. Takie słowa uznania bardzo nas cieszą. Zresztą obiekt naprawdę jest wyjątkowy. Naszym osiągnięciem jest również park z oświetleniem LED-owym i ścieżkami spacerowymi. Nabyliśmy też cztery nowe wozy strażackie. Mówię "my", ponieważ od samego początku uczestniczyłem we wszystkich działaniach. Staraliśmy się zawsze składać wnioski na wszystko, co było nam potrzebne, na maksymalne kwoty, choć oczywiście z wyczuciem, ponieważ przygotowanie każdej aplikacji jest kosztowne.

 –  Panie Burmistrzu, a jakie jest Pana zdanie na temat inwestycji gminy Rewal?

 –  Jeżeli ktoś na co dzień nie działa w samorządzie, może mieć mylne wyobrażenie o pewnych jego działaniach. Gmina Rewal została wytyczona bardzo specyficznie, jako "pas nadmorski" – od morza do granicy gminy jest w niektórych miejscach ok. 2 kilometry. Co 10 metrów stoi tam obiekt o powierzchni kilku kilometrów kwadratowych, który regularnie płaci podatki w ramach działalności gospodarczej. Ponadto Rewal włada działkami o wartości milionów złotych. Dlatego, mając duże potencjalne dochody, gmina zainwestowała. W planowanym budżecie oprócz dochodów stałych, wzięto pod uwagę również sprzedaż majątku, przez co zdecydowano się na bardzo duże wydatki – jak choćby kolejka wąskotorowa. Jednakże zakładane transakcje nie doszły do skutku, a rozpoczęte inwestycje, realizowane jako projekty unijne, trzeba było dokończyć.

 –  Jakie są Pana plany na najbliższe 6-7 lat, Panie Burmistrzu?

 –  Najważniejsze, niezbędne rzeczy już zostały zrobione. Mamy jeszcze dwie lub trzy miejscowości, które powinny zostać podłączone do kanalizacji oraz dokończenie modernizacji ulic i chodników w Resku – to jest nasze zadanie.

Największym wyzwaniem dla nas jest zaprojektowany już łącznik, który miałby łączyć szkołę podstawową z salą gimnastyczną. Koszt jego budowy szacujemy jednak na 2-3 miliony złotych, a na tak duży wydatek dziś nie widzimy możliwości dofinansowania. Myślę też – choć jest to na razie plan – o budowie basenu przy szkole. Wprawdzie stoi ona na terenie wpisanym do rejestru zabytków i wszystkie inwestycje trzeba uzgodnić z konserwatorem, ale szkoła naprawdę potrzebuje dodatkowych możliwości prowadzenia zajęć WF-u. Sala gimnastyczna jest mała, a z uwagi na dużą liczbę oddziałów na zajęciach WF-u są dwie klasy jednocześnie. Można oczywiście rozbudować istniejąca salę lub wybudować nową, ale basen spełniałby zarówno potrzeby szkoły, jak i zapewniał naszym dzieciom takie warunki rozwoju, jakie mają uczniowie w innych, większych miastach. Mały przyszkolny basen mógłby być również po godzinach pracy szkoły dodatkowo wykorzystywany jako obiekt terapeutyczny dla osób niepełnosprawnych czy ludzi starszych.   

 –  Czy ten plan może się udać w cztery lata?

 –  Wszystko zależy od dofinansowania. Jeśli ono będzie – może się udać, ewentualnie może być na granicy realizacji. Mam nadzieję na nawiązanie jeszcze w tym roku kontaktów z firmą projektową, by na przełomie roku zlecić wykonanie projektu. Później można zacząć szukać źródeł finansowania, bo za własne środki niestety inwestycji nie zrealizujemy.

 –  Panie Burmistrzu, czy uważa się Pan za biznesmena? Czy ktoś pełniący funkcję społeczna powinien myśleć biznesowo?

 –  Oczywiście – każdy, kto zarządza, powinien myśleć biznesowo. Chociaż formalnie zarządza się administracją, więc nie jest to biznes. Niemniej zawsze w tle pojawiają się pieniądze. Trzeba się zastanowić, czego potrzebujemy i jakie są nasze oczekiwania – na tym polega "biznesowość". Inwestując należy przeanalizować możliwości finansowe, uwzględniać wszystkie koszty, a dodatkowo szukać oszczędności w wydatkach bieżących, choć nie ma w nich zazwyczaj wielkiego pola manewru.

Konieczne jest też przemyślenie tego, z kim podpisuje się umowę przy wykonaniu projektów. Nawet jeśli jakaś firma wygra przetarg, a jest zupełnie nieznana, trzeba się zastanowić, bo jeśli planu nie uda się zrealizować w terminie, pieniądze, które się na niego dostanie będzie trzeba zwracać. Dodatkowo inwestycje, których się podejmujemy, muszą się samofinansować. Inwestując zawsze podejmujemy pewne ryzyko, ale jeśli wybierzemy dobrze, mamy pewność, że nawet, gdyby coś się stało – obiekt w jakimś stopniu będzie amortyzował koszty swojego utrzymania. Mnie samemu zdarzyło się już, że nie podpisałem umowy realizacji oświetlenia fotowoltaicznego, gdyż firma, która wygrała przetarg, od początku stawiała pod znakiem zapytania termin wykonania, dopasowany oczywiście do terminu rozliczenia projektu. Zdarzają się więc sytuacje, w których trzeba podejmować trudne decyzje.

 –  Czy fotowoltaika jest znaczącym projekt dla gminy?

 –  Oczywiście, choć to przykład inwestycji, która wyprzedza realne potrzeby. Poza tym samorządom zależy też na mieszkańcach i tym, by zobaczyli, że takie technologie istnieją. To inspiruje. Zwłaszcza, kiedy wiedza techniczna i przekonanie do nowych technologii w społeczeństwie są niewielkie. Jesteśmy małą gminą, ale chcemy być liderem takich nowatorskich projektów. Mamy nowinki w postaci ziemnych pomp ciepła, nowoczesne gimnazjum z szybkim Internetem, projektorami i tablicami interaktywnymi w każdej klasie, boisko, jest i fotowoltaika, obecnie już na etapie odbioru. Oczywiście część z tych inwestycji trzeba było dofinansowywać ze środków własnych, ale gdyby nie decyzja o wnioskowaniu o dofinansowanie, nigdy by nie powstały.

 –  Panie Burmistrzu, czy samorząd jest wyposażony w informatyczne programy zarządzania wewnętrznego?

 –  W tym akurat ustępujemy większym jednostkom. Przyznam, że nikt nam informatyzacji urzędów nie proponował, ale jest to temat otwarty. Mamy Internet światłowodowy w urzędach, jesteśmy więc na to gotowi. Gdyby pojawiły się możliwości wspólnego programowania, technicznie jesteśmy przygotowani, a to jest najważniejsze.

 –  Dziękuję za rozmowę. Życzę wytrwałości i powodzenia w realizacji zadań. 

 

Rozmawiała Teresa Domagała