Rozmowa z Weroniką Kwiecień, Klaudią Orzechowską, Anną Różycką, ks. Krzysztofem Bochniakiem i Zdzisławem Duliasem aktorkami, pomysłodawcami i osobami zaangażowanymi w powstanie filmu „Zanim zrozumiesz”, niezależnej produkcji zrealizowanej w całości na terenie gminy Wierzbica (woj. mazowieckie)

– Witajcie, powiedzcie mi, kto był autorem pomysłu na film?

Anna Różycka: Pomysł był wspólny – mój i księdza Krzysztofa. Razem pracujemy w gimnazjum, gdzie ja jestem instruktorem teatralnym, dlatego mieliśmy już okazję tworzyć razem przedstawienia szkolne. Wpadliśmy na pomysł, by nakręcić film edukacyjno-profilaktyczny na okres Wielkanocy. Idea jednak szybko się rozrosła. (śmiech) Osoby, które zaangażowały się w tworzenie filmu, to głównie aktorzy z moich zajęć teatralnych w domu kultury. Większości z nich zadania aktorskie nie są obce – współpracują ze mną od najmłodszych lat, poprzez okres szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, a często również i na studiach. Taką postacią jest choćby główny bohater filmu, a prywatnie Łukasz Dulęba – jedna z pierwszych osób, z którymi rozmawiałam po tym, jak zrodził się pomysł na film. Taka kolejność wynika z faktu, że amatorskie przedsięwzięcia aktorskie realizuje się nieco inaczej niż standardowe filmy. Po zrodzeniu się pewnej inicjatywy, dobiera się najpierw obsadę główną i pozostałych aktorów, ponieważ nie ma zbyt wielkiego wyboru odtwórców postaci, więc role są po prostu pisane pod konkretne osoby.

Bardzo istotne było poparcie Pana Wójta. Od rozmowy z nim zaczęła się tak naprawdę praca nad projektem – dopiero później rozmawialiśmy z dyrektorem szkoły, w której pracujemy, Gminną Komisją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Innych Używek, a także konsultowaliśmy wszystko z montażystą. Dla wszystkich były to w wielu dziedzinach pierwsze kroki. Każde z nas wprawdzie miało jakieś doświadczenia – ja chociażby byłam już wcześniej zaangażowana w produkcję filmów krótkometrażowych – jednak przedsięwzięcie, którego się podejmowaliśmy, było artystycznym wyzwaniem o nieporównywalnie większej skali. Samo powstawanie scenariusza, który był efektem mojej współautorskiej pracy z księdzem Krzysztofem Bochniakiem, wymagało wielu analiz i konsultacji. Istotnych wskazówek udzielił nam na przykład odpowiedzialny za zdjęcia Paweł Kudas, wielokrotnie podpowiadając, co lepiej będzie wyglądało w oku kamery. Stworzyliśmy wręcz takie zgrane trio, które podzieliło się zadaniami, a następnie uzupełniało się przy ich realizacji. Nie zawsze łatwo nam było się zsynchronizować. Spotykaliśmy się wyłącznie w wolnym czasie – każde z nas miało swoje własne obowiązki. Zdarzyło się nawet, że pracowaliśmy nad filmem po 23 w McDonaldzie. (śmiech)

– Jak długo trwała produkcja całego przedsięwzięcia?

Ks. Krzysztof Bochniak: Sama idea powstała pod koniec grudnia. Jej uściślaniem i rozpisaniem w scenariusz zajęliśmy się mniej więcej od połowy stycznia do połowy lutego. Wtedy ruszyły zdjęcia, które potrwały do początku maja, a 16 maja była już premiera. Sama realizacja zdjęć do filmu i postprodukcja nie zabrały więc wiele czasu, bo praktycznie trwały 2 miesiące. Dni filmowych było 19. Pomiędzy nimi – dla oszczędności czasu – zajmowaliśmy się przygotowywaniem planów filmowych i aktorów, a także postprodukcją. Zresztą konkretną datę premiery poznaliśmy również dopiero na początku maja, stąd dobra organizacja pracy i jej błyskawiczne tempo towarzyszyły nam nieustannie.

– W jakim celu powstał sam pomysł na film?

Ks. Krzysztof Bochniak: Na początku chcieliśmy po prostu zrobić coś fajnego, a z czasem okazało się, że przedsięwzięcie może przynieść o wiele więcej niż mogliśmy przypuszczać. Pomysł zakładał początkowo 20-minutowy projekt, mający mieć premierę w szkolnej sali gimnastycznej. Osiągnięty efekt to godzinny film profilaktyczny, który został wyświetlony w kinie, na wielkim ekranie.

– Kim jest zatem trzecia osoba z trio – pan Paweł Kudas?

Ks. Krzysztof Bochniak: Jego pojawienie się wynikało z ogłoszonego zapytania ofertowego – zgłoszona przez niego propozycja okazała się po prostu najlepsza. Jako osoba pan Paweł pochodzi z naszego środowiska rejonu radomskiego. Cała realizacja projektu zresztą opierała się wyłącznie na siłach lokalnych – gminy Wierzbica. Produkcja i wszystkie osoby zaangażowane w prace nad filmem to mieszkańcy gminy i przedsiębiorcy działający na jej terenie, a aktorzy i statyści to w większości uczniowie lub absolwenci Publicznego Gimnazjum im. ks. bp Jana Chrapka w Wierzbicy. Projekt z założenia miał włączyć w realizację jak największą liczbę zainteresowanych osób. Jednego dnia na planie filmowym było ich nawet 250 – wszystkie pochodziły właśnie z tego terenu. W jednej ze scen, kiedy trzeba było zapełnić trybuny stadionu, na planie pojawili się wszyscy uczniowie gimnazjum.

Anna Różycka: Założeniem projektu były działania profilaktyczne, stąd włączenie młodzieży w pracę nad filmem miało nie tylko zainteresować jego przesłaniem, ale także realnie stanowić alternatywę spędzania wolnego czasu. Bardzo zależało nam też na tym, aby pokazać, że Wierzbica nie jest miejscem, w którym nic wartościowego nie może powstać, a perspektywy działania są ograniczone, bo takie społeczne przeświadczenie istnieje. Jeżeli tylko ma się pasję i chce się dać coś od siebie – nie ma znaczenia, z jak małego miejsca pochodzimy. Nasza inicjatywa spotkała się zresztą z niezwykle pozytywnym odbiorem zarówno instytucji, jak i osób prywatnych. Wsparcie i pozytywne bodźce otrzymywaliśmy zewsząd, czego nie spodziewaliśmy się zupełnie.

Ks. Krzysztof Bochniak: Nie było to też takie wyłącznie duchowe wsparcie. Do jakiejkolwiek instytucji zwracaliśmy się o konkretną, materialną pomoc – zawsze ją otrzymywaliśmy.

– Czy pomysł zakładał od razu konkretne miejsca i sposoby promowania filmu?

Ks. Krzysztof Bochniak: Oczywiście jakieś wstępne plany mieliśmy. Niemniej im bardziej rosło zainteresowanie projektem, tym bardziej musieliśmy również poszerzać założenia dotyczące promocji, żeby odpowiedzieć na pojawiające się zapotrzebowanie. Gdyby nie było osób chętnych, by film obejrzeć, całe przedsięwzięcie skończyłoby się tak naprawdę w dniu premiery. Wciąż jednak docierają do nas osoby i grupy szkolne czy parafialne, które chcą zorganizować kolejne projekcje. Obecnie organizowanych jest już kilka niezależnych pasm seansów naszego filmu – na przykład w kinie „Helios” czy w studyjnym Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej ,,Elektrownia” w Radomiu. Łącznie film obejrzało już 900 osób, a od premiery minęło przecież bardzo niewiele czasu – niecały miesiąc. Jak na amatorskie, regionalne kino – bo tak je traktujemy – to bardzo zadowalający wynik.

– Przesłanie społeczne do mieszkańców trafiło. A czy film miał coś przekazać również o Wierzbicy?

Anna Różycka: Najbardziej zależy nam, żeby ludzie usłyszeli historię, którą chcieliśmy opowiedzieć – to założenie wynika w oczywisty sposób z profilaktycznego charakteru całej produkcji. Fabuła jest skonstruowana tak, że mogłaby rozegrać się gdziekolwiek. Problemy z używkami, prowadzące do wypadków, to przecież powtarzalne epizody, które docierają do nas z różnych źródeł. W naszym filmie istotny jest pozytywny przekaz dotyczący przemiany – dokonaniu opartych na wartościach wyborów, na które nigdy nie jest za późno. Chcemy powiedzieć, że nigdy nie jest tak, że otaczają nas wyłącznie źli ludzie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto okaże gotowość do wsparcia nas w sytuacji kryzysu, nawet jeśli czasem takich osób na co dzień nie dostrzegamy. To przesłanie kierujemy nie do osób już uzależnionych, ale do tych z grupy ryzyka, by miały w sobie nadzieję zanim potencjalny problem się zacznie.

Ks. Krzysztof Bochniak: Film przedstawia problem uzależnień uniwersalnie – w każdym środowisku. Statystyki uzależnień wskazują pewne prawidłowości, ale rzeczywistość bardzo szybko się zmienia. Dlatego przedstawione wydarzenia można by było umiejscowić w Wierzbicy, Radomiu czy Krakowie – w każdym z tych miejsc mogłaby wydarzyć się taka historia, choć są to odmienne środowiska. Owszem, pojawiają się w filmie również rozległe plenery, które raczej nie wskazują na wielkie miasto, ale sam sposób przedstawienia zdarzeń sprawia, że odbiorcą może być młodzież w każdym lokalnym ośrodku życia, niezależnie od jego wielkości.

Anna Różycka: Myślę, że to zróżnicowanie między wielkimi ośrodkami miejskimi a wiejskimi polega bardziej na rodzajach używek, po które można sięgać. Sam problem uzależnień nie omija żadnego środowiska, a trzymanie się innych założeń może okazać się bardzo złudne.

– Czy nie baliście się, że tak trudna tematyka nie trafi do odbiorców?

Ks. Krzysztof Bochniak: Ryzyko niepowodzenia jest zawsze. Przy naszym projekcie było ono tym większe, że tak naprawdę nie byliśmy od początku pewni tego, czego się podejmujemy. Mieliśmy kilka strategicznych rozmów, podczas których obawialiśmy się użyć słów "edukacyjny", "profilaktyczny", "o używkach". Momentem zwrotnym okazywał się zwiastun. Pokazuje on, że łamiemy stereotypy – tak dotyczące filmów profilaktycznych, jak i zrealizowanych amatorsko. To być może nieskromne, ale nasz film nie jest długi, nudny i z morałem przekazywanym "na siłę". Uświadamia pewne kwestie, ale nie straszy, choć nierzadko w życiu prezentowane sytuacje nie skończyły by się happy endem jak w naszym filmie.

Anna Różycka: Spotykamy się nawet często z takim zarzutem, że nasze zakończenie nie mogłoby zaistnieć naprawdę. Nie chcieliśmy jednak pokazać świata jednoznacznie, bo przecież taki finał jest możliwy, jeśli osoba mająca problemy pozwoli sobie pomóc. Ja – jako profilaktyk uzależnień – wiem, że otwarcie się na wsparcie z zewnątrz to często kluczowa kwestia w terapii uzależnień. Przyznanie się do błędu i odnalezienie w sobie motywacji do zmiany to przecież scenariusz, który często pisze również życie.

– Czy na filmie udało się zarobić?

Zdzisław Dulias: Nie, ale w żadnym momencie nie przyświecało nam takie założenie. Jako producent mogę powiedzieć, że oddanie głosu młodym, by powiedzieli coś o problemach ich wewnętrznego świata do młodych – to była idea, w którą zainwestowałem. Sam mam dzieci i zdaję sobie sprawę, że film porusza problemy, z którymi one się spotykają. Nie ma więc nic lepszego, jak osadzenie wydarzeń w znanym środowisku, by pokazać, że pewne z pozoru drobne wybory, do których nie przywiązujemy wagi, mogą mieć konsekwencje na całe życie. Dlatego nie miałem wątpliwości, kiedy reżyserzy zjawili się u mnie z pomysłem na profilaktyczny projekt. Choć później, kiedy przeliczyłem sobie, jakie inne inwestycje mogłyby zostać zrealizowane za te pieniądze, trochę się zawahałem. (śmiech) Po tym, jak zobaczyłem zwiastun, byłem już zupełnie przekonany, że to była dobra decyzja. Przeżyłem wręcz szok, że za tak niewielką kwotę udało się osiągnąć tak wiele. Największym sukcesem jest to, z jak dobrym odbiorem młodzieży spotkał się film. Oni dostrzegli w nim nie tylko film profilaktyczny, ale też dotyczący wyborów w ich codzienności – pierwszej miłości, życiowej drogi, grupy znajomych czy prawdziwych przyjaciół.

– A co dla głównych aktorek było największym walorem uczestnictwa w projekcie?

Klaudia Orzechowska: Obie chcemy próbować swoich sił w aktorstwie, więc takie doświadczenie na pewno było dla nas bardzo ważne.

– A czy brak profesjonalnego warsztatu aktorskiego nie przeszkadzał Wam na planie?

Klaudia Orzechowska: Raczej nie odczułyśmy takich braków. Od początku wiedziałyśmy, jakie role są dla nas przeznaczone, więc mogłyśmy się do nich odpowiednio przygotować.

Weronika Kwiecień: Ja, jako czarny charakter, w ogóle nie musiałam się przystosowywać do roli. (śmiech)

Anna Różycka: Powiem wprost – to są bardzo zdolne osoby, ich główne role nie są sprawą przypadku. Obie dziewczyny grały bardzo dużo w teatrze z sukcesami na wielu konkursach, więc wejście w role nie stanowiło dla nich problemu. Na początku oczywiście staraliśmy się udzielać pewnych wskazówek dotyczących ich gry, jakoś je prowadzić – później weszły w historię i doskonale czuły to, kim są w tej opowieści i jak powinny kreować swoje bohaterki.

– A co było dla Was najtrudniejsze?

Weronika Kwiecień: Dla mnie problematyczne były sceny bliskości.

Klaudia Orzechowska: Ja na szczęście Łukasza [grającego głównego bohatera – przyp. red.] znam od dziecka, więc jestem do niego przyzwyczajona. (śmiech)

Ks. Krzysztof Bochniak: Myślę, że nic nie mogło być trudne. (śmiech) Atmosfera na planie była pozytywna i bardzo rodzinna. Przy takim tempie produkcji na inną zresztą nie mogliśmy sobie pozwolić.

– A jakie są Wasze dalsze zamiary dotyczące produkcji?

Ks. Krzysztof Bochniak: Na pewno chcemy podejść do sprawy profesjonalnie. Film obecnie zobaczyć można w 3 kinach w okolicy, a dla szkolnych grup zorganizowanych ma być dostępny także jeszcze w nowym roku szkolnym. Ponadto mamy nadzieję na wydanie płyty z wersjami filmu: oryginalną kinową oraz lekcyjną, skróconą do 45 minut. Rozglądamy się również za konkursami – chętnie zgłosilibyśmy film do profesjonalnej oceny filmowego jury. Jak już wszystko ucichnie, za mniej więcej 2 lata, wrzucimy film do sieci, aby z jego edukacyjnego przesłania mogli korzystać inni. Nie ukrywam również, że uznajemy film za bardzo rozwojowy – od niedawna próbujemy nim zainteresować dystrybutorów filmowych.

Zdzisław Dulias: Ja, od strony samorządowca, zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt filmu. Po premierze usłyszałem od pani sekretarz powiatu radomskiego, że ona nigdy nie była w Wierzbicy, ale po zobaczeniu pięknych plenerów na wielkim ekranie, chętnie przyjechałaby je zobaczyć. Film jest więc promocją nie tylko ważnych idei, ale również wartościowych ludzi oraz pięknych miejsc naszej gminy. Poza tym jest to wspólny projekt, angażujący wiele osób z różnych pokoleń, może więc też stanowić punkt wyjścia do rozmowy. Choć wszystkim się wydaje, że są mądrzejsi od rodziców – tak jak my w naszym mniemaniu byliśmy mądrzejsi od naszych rodziców, tak teraz nasze dzieci myślą to samo o nas – być może film sprawi, że dzieci i rodzice wspólnie pochylą się nad problemami dorastania.

– A jakie są Wasze największe marzenia?

Klaudia Orzechowska: Ja chciałabym nadal robić to, co kocham. Marzę o tym, by móc grać na scenie – w filmie, teatrze, bez różnicy – bylebym mogła dalej się rozwijać.

Ks. Krzysztof Bochniak: Ja chciałbym zostać proboszczem. (śmiech) A poważnie nadal chciałbym spełniać się w tym, w czym spełniam się od 3 lat – w byciu z ludźmi. A co jeszcze się zdarzy, życie pokaże.

Weronika Kwiecień: Ja, podobnie jak Klaudia, chciałabym zostać profesjonalną aktorką.

Zdzisław Dulias: U mnie jest parę takich życzeń. Zawodowo chciałbym stawiać na młodych, aby udawało im się to, co zamierzają, by pochodząc z niewielkiej Wierzbicy robili wielkie kariery. Choćby nasze aktorki, które poznałem jako skromne a zarazem bardzo utalentowane dziewczyny. Chciałbym zmienić też oblicze gminy poprzez zwykłe relacje międzyludzkie, aby takich inicjatyw i projektów, jak ten, było więcej. Mieszkam w tej gminie od 30 lat – jestem pewny, że ta nasza mała ojczyzna zasługuje na rozwój i na powodzenie jej mieszkańców.

Anna Różycka: Moim marzeniem jest to, abym spotykała jak najwięcej tak inspirujących ludzi, jak Pan Wójt, ksiądz Krzysztof czy dziewczyny, z którymi będę mogła realizować swoje pomysły, tworzyć rzeczywistość artystyczną i które będę zarażać teatrem.

– Dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w promowaniu Waszego przedsięwzięcia i spełnianiu marzeń.