Rozmowa z Łukaszem Drohomireckim – smakoszem kawy i dyrektorem ds. promocji i sprzedaży w rodzinnej firmie „Pożegnanie z Afryką”, powstałej w 1992 roku jako pierwszy w Polsce specjalistyczny sklep z kawą, a następnie rozwiniętej do sieci dystrybucji i kawiarni w miastach całej Polski, z własną palarnią i wirtualnym muzeum tego szlachetnego napoju

 – Witam, Panie Łukaszu, jest Pan kolejnym pokoleniem, które w Pana rodzinie związało swoje życie zawodowe z kawą. Skąd taka pasja?

 – Firmę założyli moi rodzice na początku lat 90. – dokładnie w 1992 roku. To było rozpoczęcie naszej historii z kawą, ponieważ nikt wcześniej się nią w naszej rodzinie nie zajmował. Rodzice skończyli Akademię Ekonomiczną w Krakowie, gdzie zajmowali się czymś innym, pewnie mniej ciekawym, skoro wpadli na taki pomysł. (śmiech) Nie podróżowali wiele po świecie – wynikało to poniekąd z uwarunkowań tamtych czasów. Wyłącznie pod koniec lat 80., dzięki rodzinnym powiązaniom, udało im się pojechać na Węgry. Już podczas tej podróży zauważyli, że węgierska kawa jest o wiele lepsza od tej, która była wówczas dostępna w Polsce. I bardzo szybko doszli do wniosku, iż kawa to nie tylko kawa, a poszczególne jej rodzaje mogą się istotnie różnić smakiem czy aromatem. I to odkrycie spowodowało, że rodzice – mimo że próbowali sił również w innych dziedzinach – zajęli się tym napojem, który okazał się nie tylko ich pracą i sposobem na mnożenie pieniędzy, ale i czymś oryginalnym, czemu będzie można się oddać – prawdziwą pasją.

Tak wystartowała firma. Początkowo, przez krótki okres, jej działalność ograniczała się do sprowadzania kawy paczkowanej, którą palono w innych wytwórniach w Niemczech. Niemniej rodzice bardzo szybko zorientowali się, że to nie pozwala wykorzystać w pełni potencjału, dlatego zainwestowali w rozwój wyposażenia, zaczęli sami palić ziarna i sprowadzać do kraju już tylko surowiec w postaci zielonej kawy. To pozwoliło im mieć pełną kontrolę nad procesem jego obróbki już tutaj, na miejscu.

 – A czy Pan, wtedy jeszcze dziecko, pamięta, skąd były sprowadzane te pierwsze ziarna?

 – Szczerze powiedziawszy, trudno by mi było teraz wskazać konkretne miejsce. (śmiech) Na pewno była to kawa z Afryki – choćby z racji nazwy firmy. Podejrzewam, że pochodziła z Etiopii i z Kenii. Zakładam również, że część ziaren musiała być sprowadzana z Ameryki Południowej, a więc Brazylii czy Kolumbii – największych producentów kaw arabica na świecie.

 – I w jaki sposób Pan wrósł w tę pasję?

 – Ja poniekąd dorastałem w atmosferze zamiłowania do kawy. Byłem od zawsze świadkiem rozwoju firmy, obserwowałem jej wzrost. Bardzo szybko, bo w wieku kilkunastu lat, włączyłem się w nią aktywnie – zacząłem pić sam napój i bardzo go polubiłem. (śmiech) Kiedy "Pożegnanie z Afryką" stało się już marką, a rodzice mnożyli kolejne punkty franczyzowe, z reguły zabierali mnie ze sobą na otwarcia nowych kawiarni. Cały czas uczestniczyłem więc we wszystkim, co się aktualnie działo. Formalnie pracować w jednym z naszych sklepów zacząłem, kiedy byłem w liceum. Od tamtej pory mam już niemal nieustanny kontakt z firmą, chociaż przez kilka lat zajmowałem się marketingiem i grafiką w zewnętrznych firmach.

 – Czym zajmuje się Pan obecnie?

 – Moje stanowisko to Dyrektor do spraw promocji i sprzedaży. Zajmuję się przede wszystkim kontaktami z klientem, pozyskiwaniem nowych pasjonatów i szeroko rozumianą promocją firmy. Niemniej nadal uczestniczę również w tym, co jest związane z produkcją od podstaw – testuję kawę, która do nas przyjeżdża, decyduję o nowych rodzajach, które wprowadzamy, a także czuwam nad jakością. Omija mnie więc wyłącznie proces palenia – tym zajmuje się ktoś inny.

 – Czy rodzaje kaw, które są dostępne, zależą od aktualnej mody i upodobań klientów, czy to Państwo tworzą trendy?

 – Na pewno wpływ na dostępne rodzaje kaw mają warunki klimatyczne i zbiory w poszczególnych krajach, ale także chociażby sytuacja polityczna. Od tych czynników bezpośrednio zależne są ceny kawy. Generalnie jednak nasi stali klienci, którzy są z nami od lat, próbują różnych rodzajów asortymentu, który proponujemy, i sami wybierają sobie ulubione smaki. Kiedy natomiast wprowadzamy nowy rodzaj – to oni weryfikują, czy warto rozszerzyć o niego swoją listę zamówień. Z kawą jest właściwie tak, jak z dobrym winem – każdy smakosz docenia inny walor, ale dzięki różnorodności bez trudu może znaleźć coś dla siebie. Wybierając odpowiedniego dostawcę ziaren i posiadając własną palarnię mamy jednak istotny wpływ na to, co proponujemy – czy będzie to kawa jasno lub średnio palona, mocno palona bądź też mieszanka ziaren. Mało kto wie o tym, że kawa – jak wino – dzieli się na szczepy. Wybór odpowiedniego, a następnie proces łuskania ziarenka z owocu kawowego i jego palenia ma istotne znaczenie dla smaku. Ostateczny wybór jednak zawsze należy do klienta. I oczywiście w tych preferencjach są dostrzegalne pewne mody, zupełnie niezależne od nas. Jesteśmy jednak z nimi na bieżąco i staramy się oferować dokładnie to, czego oczekuje rynek. Kiedyś było to włoskie espresso, dziś raczej preferowane są kawy jasno palone, ale zaparzane alternatywnymi metodami. Można właściwie powiedzieć, że to trend dogonił nas. (śmiech) Jasno palone kawy mamy bowiem w swojej ofercie już od dawna, jako mające bardzo wiele do zaoferowania.

 – Czy można powiedzieć, że Polacy mają swój typ kawy?

 – Oczywiście. Lubimy przede wszystkim kawy cięższe, ciemno palone, goryczkowe i mocne w smaku. Jest tak zresztą nie tylko u nas, ale i zwłaszcza na południu Europy. Do zaparzania takiej kawy najlepiej sprawdzają się ekspresy ciśnieniowe i kawiarki, które pozwalają uzyskać intensywny smak. Rynek jednak wyraźnie się specjalizuje – coraz częściej wychodzimy poza standardy z półek w supermarkecie i próbujemy znaleźć coś nowego, co pozwoli nam odkryć kawę na nowo. Zaczynamy eksperymentować z kawami jasno lub średnio palonymi, do których parzenia używa się tak zwanych metod przelewowych.

 – Jak ocenia Pan jakość kaw oferowanych w sieciowych kawiarniach?

 – Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. (śmiech) Na pewno polecałbym każdemu spróbować kawy i z kawiarni sieciowej, i z mniejszej palarni, a następnie porównać i zdecydować, który smak bardziej odpowiada.

 – Jaka jest najbardziej niszowa kawa?

 – Na pewno najrzadszym gatunkiem jest kopi luwak. Trzeba jednak pamiętać, by zwracać uwagę na to, jak się ją pozyskuje. Jednym z okrytych najbardziej negatywną sławą miejsc, w których dochodzi do nadużyć przy jej wytwarzaniu, jest Wietnam. Tam luwaki często hodowane są w ciasnych klatkach i karmione czym popadnie. Nie należy wspierać takiego procederu – warto dobierać kawy certyfikowane, co do których mamy pewność, że pochodzą od luwaków dzikich, nieklatkowych. Jest to nie tylko bardziej etyczne, ale i gwarantuje lepszą jakość.

 – Czy luwak to najdroższa kawa?

 – Na pewno najdroższa z ogólnodostępnych, będących w stałym obrocie. Czasem zdarza się bowiem, że jakaś mniejsza bądź większa plantacja zaoferuje bardzo niewielką ilość wyprodukowanej przez siebie szczególnie udanej kawy, która wszystkich oszołomi i sprawia, że jej ziarna osiągają zawrotną cenę. Wysokie ceny obecnie osiąga też jeszcze jedna kawa, która powstaje w absurdalnym według mnie procesie – jest przetrawiana przez słonie. Są one jednak na pewno nią karmione siłą, bo w naturalnym środowisku te zwierzęta ziaren kawy nie jedzą. Wydaje się więc, że sam pomysł to zwykły marketing. Taką kawę zresztą sprzedaje się wyłącznie w pojedynczych, ultraluksusowych hotelach w krajach arabskich. Tego jednak absolutnie nie rekomenduję.

 – Skąd najczęściej Pana firma sprowadza kawy?

 – Najpopularniejsze są zdecydowanie kawy z Afryki – Etiopii i Kenii, a także z Ameryki Południowej, Północnej i Środkowej, a więc z Kolumbii, Brazylii, Meksyku i Kostaryki. Mamy jednak też – choć w nieco mniejszej ilości – kawy z Nikaragui, Hondurasu, Salwadoru czy regionu Karaibów, Kuby i Dominikany, a także Azji. Oferujemy je najczęściej w formie jednorodnej – tylko z danego kraju, a nawet z jednej plantacji – chociaż mamy również kilka mieszanek. Jednak ze względu na nazwę najczęściej zapytania od klientów mamy o kawy afrykańskie.

 – Czy w ostatnim czasie w piciu kawy na rynku polskim coś się zmieniło?

 – Zdecydowanie. Polska kiedyś była krajem herbacianym. Dziś już pijemy zdecydowanie więcej kaw. Przywiązujemy też wagę do ich jakości. Tego napoju jednak trzeba uczyć się pijąc, nie czytając. Dlatego po przeczytaniu wywiadu zachęcam właśnie do praktycznego wypróbowania kawy wysokiej klasy. (śmiech)

 – Oczywiście, również do tego zachęcamy. (śmiech) A czego możemy Państwu życzyć na następne lata?

 – Chcielibyśmy, żeby kawa była jeszcze bardziej popularna, zwłaszcza nasza kawa. (śmiech) Naszym małym marzeniem jest otwarcie muzeum kawowego, ponieważ mamy już sporą kolekcję przedmiotów związanych z kawą, a na chwilę obecną nie mamy ich gdzie eksponować. Prezentujemy je póki co wyłącznie w internetowym muzeum w postaci zdjęć lub na wystawach czasowych w zaprzyjaźnionych instytucjach.

 – W takim razie tego właśnie życzę i serdecznie dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Teresa Domagała