Rozmowa z Maćkiem Mańką  –  maturzystą z Akademickiego Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Chorzowie, który stworzył innowacyjną technologię wytwarzania urządzeń do hodowli sztucznych organów

 – Witaj Maćku, skąd u Ciebie w ogóle takie zainteresowania? Skąd pomysł na zajęcie się akurat hodowlą sztucznych organów?

 –  Generalnie nauki biomedyczne i wszystko, co w jakimś stopniu związane jest z medycyną, interesują mnie już o dłuższego czasu. Pomysł na projekt zrodził się natomiast około półtora roku temu, kiedy przeczytałem artykuł w "Świecie Nauki". Była w nim wzmianka o technologii organów na chipach, która jest nowa, bo stworzona została dopiero w 2010 roku i od tego czasu jest rozwijana. Zaciekawił mnie ten temat, dlatego przeczytałem później jeszcze kilka poświęconych mu publikacji m.in. z Uniwersytetu Harvarda. Ich lektura wzbudziła moje zainteresowanie do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać, czy byłaby możliwość wprowadzenia technologii organów na chipach w Polsce. Choć zdawałem sobie sprawę z tego, że będzie to pionierski projekt również w perspektywie europejskiej, bo i w na tym szerszym obszarze technologia jest jeszcze bardzo mało znana.

 – Była inspiracja, pojawił się pomysł. A co było dalej?

 –  Próbowałem znaleźć placówkę, w której mógłbym zrealizować swój projekt i przeprowadzić odpowiednie badania. W ten sposób dowiedziałem się o Pracowni Badań Nanowarstw Makromolekuł na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dzięki temu, że zostałem finalistą konkursu Fundacji Zaawansowanych Technologii E(x)plory i mogłem odbyć staż badawczo-rozwojowy, udało mi się nawiązać współpracę z uniwersytetem i realnie zacząć opracowywanie technologii organów na chipach.

 – Mówiłeś, że naukowcy z Harvardu Cię zainspirowali. Czy swoim projektem chciałeś im dorównać?

 –  Istotą projektu nie było udowodnienie ani zarzucenie czegokolwiek pracy oryginalnej. Wręcz przeciwnie - chodziło o jej powielenie, czyli stworzenie chipu, który jest identyczny do tego wytworzonego na Harvardzie, ale w sposób tańszy i łatwiej dostępny, bo niewymagający w swojej produkcji bardzo zaawansowanych drukarek 3D.

 – Porozmawiajmy teraz chwilę o kongresie inwestycji w innowacje medyczne „Investing in Medical Innovations – Congress & Fair", w którym wziąłeś ostatnio udział. Jak czułeś się jako najmłodszy prelegent? Czy odczuwałeś jakiś dodatkowy stres?

 –  Nie, sama atmosfera była bardzo przyjazna. Przedstawiciel firmy MedInvest Scanner, która organizowała to wydarzenie, skontaktował się ze mną już w grudniu, na edycji specjalnej finału konkursu E(x)plory, więc kontakt między nami, bardzo dobry zresztą, trwał od tamtego czasu. Dodatkowo wydarzenie było towarzyszące dla odbywającego się Kongresu Wyzwań Zdrowotnych, który również był bardzo ważnym, edukacyjnym i ciekawym dla mnie wydarzeniem.

 – Co dał Ci udział w tym kongresie?

 –  Najważniejsze dla mnie w związku z udziałem w „Investing in Medical Innovations – Congress & Fair" była możliwość dotarcia z technologią organów na chipach do szerszego grona odbiorców. Udało mi się wywołać debatę na ten temat i rozpropagować tę technologię. Mam nadzieję, że będzie to miało wpływ na działania środowisk uniwersyteckich, polską naukę i firmy biotechnologiczne. Chciałbym, żeby polska nauka zaczęła rozwijać technologię organów na chipach, która ma ogromny potencjał. Tylko część tej nadziei dotyczy wykorzystania do tego celu mojej metody otrzymania chipu.

 – Masz już jakieś pomysły na inne projekty? Może chciałbyś zapowiedzieć kolejne odkrycie?

 –  Nie. Na chwilę obecną nie planuję nic, czym mógłbym się podzielić i o czym mógłbym się już teraz wypowiedzieć.

 – Czy masz jeszcze jakieś inne hobby? Czy na cokolwiek innego starcza Ci czasu?

 –  Tak, mam wiele innych zainteresowań. Zdecydowanie nie jestem człowiekiem monotematycznym. Zajmuję się między innymi teatrem. Pomysł z technologią organów to tylko niewielki fragment mojego życia.

 – Wiążesz swoją przyszłość z nauką? Jakie są Twoje plany na najbliższy czas?

 –  Nie wiem, chociaż jestem przekonany, że moja przyszłość będzie w jakiś sposób związana właśnie z naukami biomedycznymi. Na pewno chciałbym zdać maturę. To są moje najbliższe plany, a co będzie dalej - zobaczymy. Jeśli chodzi o wybór studiów, nie chciałbym się na razie wypowiadać w tym temacie.

 – Czego w takim razie najbardziej obawiasz się na maturze?

 –  W ogóle nie obawiam się matury. Jest to oczywiście wyzwanie, ale bardzo często wyolbrzymiane. Wydaje mi się, że podejście, jakie mam do nauki, gwarantuje mi powodzenie na teście maturalnym. Dlatego też żadnych szczególnych obaw nie mam.

 – Co dało Ci to doświadczenie związane ze stażem naukowym i opracowaną technologią?

 –  Myślę, że jest to dość ważne wydarzenie w moim życiu i zdecydowanie wyróżnienie dla mnie. Nie będę ukrywał, że podbudowało mnie zainteresowanie, jakie udało się do tej pory zdobyć, zarówno ze strony mediów, jak i osób czy ośrodków związanych z biotechnologiami. Chociaż w dalszym ciągu obawiam się, że najtęższe umysły nie zwrócą uwagi na moje osiągnięcie albo w ogóle o nim nie usłyszą. Bardzo zależałoby mi, żeby stało się inaczej, bo uważam, że ta technologia to bardzo duża szansa dla polskiej nauki.

 – Czy dostrzegasz jakieś zmiany w najbliższym środowisku? Czy ludzie traktują Cię inaczej?

 –  Nie, w moich relacjach z najbliższymi osobami absolutnie nic się nie zmieniło.

 – Zachęciłbyś innych do próbowania swoich sił w projektach naukowych?

 – Zdecydowanie. W momencie, w którym ma się pomysł, ważne jest, by się nie poddawać i próbować rozwijać ten pomysł i dążyć do jego zrealizowania. Trzeba określić, co chcemy zrobić i czego potrzebujemy, by wcielić to w życie. Myślę, że dużą szansą jest odbywający się rokrocznie konkurs młodych naukowców E(x)plory, który jest dla mnie niesamowitą, niespotykaną dotąd inicjatywą. To może być wielki krok, by przeprowadzić swój zamierzony projekt. Ważne jest również niepoddawanie się, samozaparcie, determinacja i umiejętność upartego podejmowania prób zrealizowania swoich planów. Trzeba się przygotować na konieczność wysłania niezliczonej ilości e-maili i wykonania ogromnej ilości telefonów, by w końcu otrzymać możliwość rozmowy i przedstawienia swojego projektu. Później pozostaje już tylko nadzieja, że osoba, która będzie oceniać nasz pomysł, dostrzeże w nim coś ciekawego.

 – A jak było w Twoim przypadku? Czy E(x)plory to była pierwsza próba zainteresowania swoim pomysłem ośrodka naukowego?

 –  Była to moja pierwsza próba, ale nie powiedziałbym, że to szczęśliwy traf. Musiałem zainwestować dużo czasu i energii w to, by udało się wypracować taki kontakt z uczelnią. Dlatego bardzo chciałbym, żeby mój przykład sprawił, że wzrośnie zainteresowanie najmłodsza kadrą - licealistami, którzy mają już jakieś koncepcje i odwagę, by je realizować. Konkursy naukowe pokazują, że ich możliwości są nadzwyczajne, a pomysły, na które wpadają są naprawdę niesamowite. I zapewniam, że wśród nich mój projekt nie wyróżniał się jakoś znacząco. Problemem jest wyłącznie dostarczenie narzędzi potrzebnych do wykonania tych projektów oraz ich praktycznego rozwinięcia. Propagowanie festiwali naukowych, mówienie o tym, jak bardzo są one istotne, może dać wymierny efekt i znacząco przyspieszyć rozwój polskiej nauki.

 – Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów i oczywiście powodzenia na maturze.

 

Rozmawiała Diana Jagodzińska