Mendoza to urokliwe miasteczko, położone w Argentynie tuż przy granicy z Chile. Jest oazą położoną u podnóża i na przedgórzu Andów. Można tutaj dotrzeć na kilka sposobów – szybko i mniej ciekawie za pomocą samolotu lub w zdecydowanie bardziej interesujący sposób – autobusem z Santiago de Chile przez Andy.

Autobusy zarówno w Chile, jak i w Argentynie są wygodne – wręcz komfortowe. W dodatku oferują darmowe wyżywienie oraz animację podczas jazdy, a przy tym są niedrogie – warto więc skorzystać z tego środka lokomocji. Trasa wiedzie przez jedną z najniebezpieczniejszych serpentynowych dróg górskich na świecie. Czasem, szczególnie jeżeli wykupisz miejsce po zewnętrznej stronie pojazdu, wydaje się, że pojazd zawisł nad przepaścią. Mniej odporni na stres pasażerowie nakrywają się w takich chwilach czym popadnie, byle tylko nie widzieć pod swoimi stopami przepaści.

Dodatkowa atrakcja podróży to obserwowanie ciągle zmieniających się pejzaży oraz magicznych, a nawet nierealnych kolorów górskich stoków. O ile po stronie Chile Andy pokryte są wszystkimi odcieniami szarości, to po przekroczeniu granicy z Argentyną natychmiast pięknieją nie do poznania, pusząc się całą feerią barw – żółci, zieleni i czerwieni, poprzecinanych serpentynami nieużywanych linii kolejowych oraz żelaznych mostków. Jednym słowem – bajka.

Droga powoli zjeżdża w dół, kolory zmieniają się, nabierając coraz bardziej odcień soczystej zieleni. Przejeżdżamy przez przedmieścia, na których królują budowane z glinianych cegieł domki i wypalona słońcem trawa. Po chwili wjeżdżamy do Mendozy, która jest mekką miłośników wina oraz przygody.

Mendoza otoczona jest z jednej strony pustynią, z drugiej zaś wysokimi górami. Powoduje to, że wszelkie uprawy mogą być prowadzone bez pestycydów i środków ochrony roślin. Jest to w dzisiejszych czasach niespotykane i powoduje, że Mendozjanie bardzo chronią swoje uprawy przed nieproszonymi gośćmi. Ze względu na to na każdej z dróg wjazdowych rozłożona jest mata z środkami owadobójczymi, która zatrzymuje ewentualne przywiezione na kołach szkodniki.

W regionie rosną bujnie dorodne oliwki, wiele odmian czereśni i co najważniejsze – winorośle. W Mendozie i okolicach znajdują się największe winnice w Ameryce Południowej. Winiarstwo natomiast jest podstawowym zajęciem mieszkańców tego pięknego regionu. Szczepy winogron zostały przywiezione do Argentyny z Europy i przyjęły się tutaj nadzwyczajnie, powodując, że pewne odmiany win – jak choćby Malbec – powstają tutaj, choć nie są już produkowane nawet w kraju pochodzenia.

W prowincji Mendoza produkowane jest prawie trzy czwarte całej produkcji wina tego kraju. Nie wpływa to jednak na ich jakość, a wręcz przeciwnie – mają miękki owocowy smak, w którym czuć słońce, i wiele odcieni nieosiągalnych w Europie. Głównym powodem, dla którego wina z tego rejonu są tak doskonałe, są wysokości. na których uprawiana jest winorośl. Winnice położone na wysokości 1500 m nie należą do rzadkości. Najwyższa uprawa jest zaś rozciągnięta na ponad 3 tys. m n.p.m. Daje to ogromną różnicę w porównaniu z europejskimi uprawami, które nie przekraczają poziomu 500 m. jeśli uwzględnimy również znaczne wahania temperatur pomiędzy dniem i nocą, doskonałą gleba i brak naturalnych szkodników – fakt, że jest to miejsce doskonałe do wzrostu słodkich, wyjątkowych winogron, okaże się oczywisty.

Warto odwiedzić Mendozę pomiędzy marcem a kwietniem, kiedy to każdego roku odbywa się wielkie święto wina. Zjeżdżają na nie producenci i rolnicy z całego regionu, uczestnicząc w uroczystej, dwudniowej fecie. Jest to dla wszystkich czas niezapomniany, i widowisko, którego nie sposób zapomnieć. Wszystkie rejony, a w ich ramach każda winnica starają się wypaść jak najlepiej. Przez miasto od wczesnych godzin porannych ciągną się długie orszaki, reprezentujące różne prowincje i winnice. Na festiwal przyjeżdża również wielu turystów, którzy zawsze wracają w swoje rodzime strony zachwyceni wspaniałym kolorytem widowiska.

Dożynki winne trwają przez dwa dni, podczas których odbywają się pokazy tańca, widowiska z udziałem światła i dźwięku oraz liczne degustacje wspaniałych trunków. Po dniach nieustannej biesiadę uczestnicy rozjeżdżają się już myśląc o przygotowaniu ciekawego widowiska na rok następny.

Mendoza to jednak nie tylko wino i uprawy owoców – również dzika i piękna przyroda, z której korzystają liczni miłośnicy wspinaczki górskiej, raftingu po wezbranych rzekach, jazdy konnej i innych sportów, często organizowanych przez miejscowe biura turystyczne. W zasadzie nie wiadomo, kiedy Mendozjanie i turyści śpią. Rano, gdy wychodzi się z hotelu, ulice są już pełne ludzi, a wszędobylskie stoliki kawiarniane, nierzadko rozstawione wprost na chodnikach, są po brzegi zapełnione ludźmi, którzy chrupią świeże rogaliki, o niespotykanym nigdzie indziej smaku, i popijają doskonałą kawą podaną w dzbankach. Zapach tych pyszności roznosi się na całej ulicy – aż trudno oprzeć się i nie skosztować.

Poobiednia sjesta sprawia, że ulice pustoszeją. Od 14.00 w zasadzie można być jedynym przechodniem, który nie schował się przed palącym, wszechobecnym słońcem. Dopiero o godzinie 17 ulice znowu zaczynają tętnić życiem. Nic się nie zmienia do 21, kiedy to zamykane są sklepy. Wieczorem, z licznych lokali na ulicę wydobywają się dźwięki tanga, które można nazwać tańcem narodowym Argentyny. Tak doskonale znany na całym świecie taniec pochodzi faktycznie z Buenos Aires i siadującego Urugwaju, a konkretnie z Montevideo. To piękne widowisko przyciąga głównie przyjezdnych, którzy będąc w kraju koniecznie chcą zobaczyć, jak wykonuje się ten taniec w jego stolicy.

Myli się ktoś, kto myśli, że w ludzie wracają Argentynie z pracy do domów. Tutaj życie toczy się głównie poza domem, a przyjaciele spotykają się często i wykorzystują na to każdą wolną chwilę. Zawsze jest czas, aby napić się lampki wina, zjeść doskonały, słynny na całym świecie stek i porozmawiać. Pogawędki najczęściej przeciągają się do później nocy i około 2, kiedy kierujemy się do hotelu, ulice ciągle są pełne. Aż żal kłaść się spać.








Teresa Domagała