Mroźna, zimowa aura nie zachęca do wychodzenia z domu. Tym bardziej zaskakujący może wydawać się więc pomysł, by spędzić weekend w kanadyjskim Québec. A jednak na wypad do tego miasta turyści decydują się bardzo chętnie. Dlaczego?

Zimowa wszechstronność

Québec zachwyca o każdej porze roku, a w szczególności zimą. Stolica kanadyjskiej prowincji oferuje bowiem wszystko, co w sezonie zimowym przyciąga sportowych amatorów: wędrówki w rakietach śnieżnych, jazdę na łyżwach czy nartach. W mieście nie brakuje również muzeów, pięknych zabytków i miejsc niespotykanych w całych Stanach Zjednoczonych, jak wały otaczające Stare Miasto, które zachowały się jako jedyne w tej części kontynentu. To obszar, który w 1985 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

 

Wały w Quebecu

Miasto jest przyjazne dla osób poruszających się pieszo, dzięki czemu przemieszczanie się pomiędzy atrakcjami turystycznymi a restauracjami i barami nie sprawi nam trudności. Dodatkowy komfort i najwyższy standard zapewni nocleg w hotelu Pur. Roztacza się z niego wspaniały widok na centrum miasta, a spacer na starówkę zajmie nie więcej niż kwadrans. Dla miłośników luksusu do dyspozycji gości w samym hotelu jest również nowoczesny basen, sauna i siłownia. Jeśli natomiast ktoś marzy o tym, by spędzić noc na zamku, powinien natomiast zdecydować się na Château Frontenac – luksusowy hotel w centrum miasta, uważany za jedną z głównych jego atrakcji.

Dzień 1. Kaszanka, migoczące latarnie i francuska kuchnia

Miejscem, które warto odwiedzić z samego rana jest restauracja Le Clocher Penché. Zamówimy w niej m.in. lokalny prix fixe brunch lub kaszankę, którą naprawdę warto spróbować. Ci, którzy nie przepadają za kulinarnymi eksperymentami, mogą skosztować tartaletek z wędzonym łososiem i twarożkiem.

Po śniadaniu polecamy wyprawę na starówkę, na której możemy poczuć się niczym w XVII-wiecznej Francji. Wąskie, brukowane uliczki i migoczące latarnie nadają temu miejscu wyjątkowy, romantyczny charakter. Warto również zdecydować się na spacer po zamku Château Frontenac, z którego można podziwiać wspaniałą panoramę miasta, rzekę Świętego Wawrzyńca i gigantyczną zjeżdżalnię dla sanek czynną od grudnia do marca, o ile tylko pozwala na to pogoda.

 

Zamek w Quebecu

Kolejnym miejscem na turystycznej mapie Québec, jest najstarsza w mieście restauracji położona w sercu Starego Miasta – Le Continental, która oferuje znakomitą, francuską kuchnię. Kolację warto rozpocząć od wołowego tatara, a skończyć na pysznej tarcie flambée. Doznania smakowe – gwarantowane!

Dzień 2. Kawa, sztuka i śnieg

Drugi dzień pobytu najlepiej rozpocząć jedząc lekkie śniadanie i pijąc kawę w Cafeologue – kawiarni tuż przy hotelu Pur. Na gości czeka tam wiele rodzajów kawy i smakowite, francuskie crossainty.

Po śniadaniu można wyruszyć do Narodowego Muzeum Sztuk Pięknych, na które trzeba poświecić przynajmniej kilka godzin. Składa się ono z czterech budynków połączonych korytarzami i prezentuje wyłącznie dzieła lokalnych twórców, powstające od XVIII wieku do chwili obecnej. Dzięki bogatym zbiorom możliwe jest poznanie najbardziej znanych artystów w Quebec i zrozumienie skomplikowanej kulturowej tożsamości mieszkańców tej kanadyjskiej prowincji. Na szczególną uwagę zasługuje dział sztuki Inuit, w którym znajduje się ponad 100 dzieł sztuki z ostatnich sześćdziesięciu lat.

 

Muzeum Sztuk Pięknych

Nie byłoby powodu, by odwiedzać Quebec zimą, jeśli nie mielibyśmy zamiaru skusić się na odrobinę sportowych wyzwań. W parku Battlefield możemy wybierać pomiędzy biegami w rakietach śnieżnych, narciarstwem biegowym i jazdą na łyżwach. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wypróbować każdej z tych aktywności!

Gdy zmęczeni poczujemy głód, możemy natomiast udać się do małej restauracji Kraken Cru. W menu znajdziemy m.in. świeże ostrygi z Wyspy Świętego Edwarda i Nowej Szkocki oraz dania główne przygotowywane w elektrycznym piecyku. Ich porcje są raczej małe, więc możemy śmiało pozwolić sobie na spróbowanie nie jednej, a trzech potraw.

 

Kraken Cru

Przed wyjazdem koniecznie powinniśmy spróbować poutine. Nawet jeśli wydaje nam się, że znamy tę potrawę z knajp i restauracji w innych krajach, żadna nie dorówna tej w Quebec. Poza granicami prowincji trudno bowiem o równie smakowite i wyjątkowe połączenie frytek, sera i sosu. Poutine możemy spróbować w klasycznej wersji np. w Chez Ashton (jednej z najbardziej popularnych lokalnych sieci fast foodów) lub nieco bardziej wyszukanej – w Poutineville. A kiedy już skosztujemy lokalnego przysmaku, bez wyrzutów sumienia możemy wsiąść do samolotu i wyruszyć w drogę do domu.