Dzisiaj zgodnie z planem pobudka o szóstej. Spróbujemy nadrobić stracony czas. Pakujemy się po ciemku, tylko przy pomocy czołówek. W tych samych warunkach przygotowujemy kawę i śniadanie. Na szczęście przy składaniu namiotów zaczyna dnieć, co znacznie ułatwia sprawę. Jeszcze tylko krótki off-road i jesteśmy na drodze do granicy.

Gdzieś nad oceanem – Nawakszut, 570 km

 

Niestety granica marokańsko-mauretańska to koszmar. Pierwszy problem pojawia się niemal natychmiast, jeszcze po marokańskiej stronie. Powód? Nasz przewodnik Erni ma w dokumencie wwozowym motocykle i swoje Ducato. Celnicy twierdzą, że albo Ducato wyjedzie z nami, albo zawracamy. Atmosfera robi się gęsta. Auto stoi w Dakhli i raczej go nie przyciągniemy. Po godzinnym użeraniu się, w końcu nas puszczają. Bogu dzięki.

Każdy we własnym interesie

Tuż za granicą opada nas chmara "koników". Oferują dobry kurs, więc decydujemy się na wymianę. Każdy z nas ma swojego prywatnego "konika". Czad 😊!

 

Teren między Marokiem a Mauretanią to ziemia niczyja. Kiedyś wszystko było zaminowane. Dzisiaj na szczęście już nie jest 😉. Nie zmienia to jednak faktu, że znajdzie się tutaj nawet skrawka drogi. Typowy piaszczysto-skalisty off-road.

Afrykańskie realia

Każdy pokonuje go na swój sposób. My podążamy za Ernim, bo on ma już tę trasę objeżdżoną. Po mauretańskiej stronie wita nas masa formalności. Bierzemy oczywiście „pośrednika”, który za parę euro pomaga wszystko załatwić.

W sumie spędzamy na granicy w upale całe cztery godziny, ale tak wygląda Afryka. To nie Europa, gdzie człowiek jedzie gdzie chce i kiedy chce. Tuż za granicą odpalamy maszyny i kierujemy się w kierunku stolicy Mauretanii – Nawakszut. Droga jest wyjątkowo nieciekawa – prosty asfalt i żółty piach. Aż chce się spać. Na szczęście udaje nam się zrealizować plan i docieramy do miejsca docelowego, gdzie znajdujemy fajny, nowo otwarty hotel. Na dodatek udaje nam się stargować cenę do 10€ na głowę. Nie ma co narzekać. Jeszcze tylko zamawiamy kolacyjkę i oczywiście degustacja rotopaxa.

Moto Voyager – Grzegorz Malicki