Mamy już swoją wizję wymarzonego życia – takiego, jakie chcielibyśmy prowadzić. Co więcej, jest to nasza, świadoma wizja. Wszystko jedno, czy w jakiś sposób zobrazowana, czy nie. Jednak jest w miarę stała, spójna i wyrywa się do niej nasze serce. Na ogół zawiera jednak ona szkice dosyć odległe od naszej obecnej rzeczywistości. Co zatem z tym zrobić?

Plany na realizację

Odpowiedź jest prosta: zacząć ją realizować. Jak to zrobić, nawet jeśli wydaje ci się mało rzeczywista? Po pierwsze: jeśli twoja wizja mieści się w twojej wyobraźni, to znaczy, że jest realna, bo jeśli możesz sobie coś wyobrazić – możesz też to zrealizować. Zaakceptuj ten fakt.

Po drugie zaś: jeśli jest ktokolwiek na świecie, kto wizję podobną do twojej już zrealizował, to masz  dowód na to, że jest ona nie tylko realna, ale również da się ją zrealizować. Usiądź zatem spokojnie i rozejrzyj się uważnie dookoła.

 

Cytat Artura Ashe

Jeśli twoja wizja jest naprawdę twoja, to jest ku temu jakiś powód, a jeśli tak, to zapewne jest sposób na jej realizację. Nawet jeśli go jeszcze nie znasz. Jest to przecież naturalne – gdybyś znał sposoby na realizację swoich marzeń, to już byś je zrealizował. Czyż nie? Każdy ma jakieś uwarunkowania. Każdy. I co? Nie każdego to powstrzymuje.

Na szlaku ku Kilimandżaro

Podam taki przykład – może nie najlepszy, ale dobrze mi znany. Otóż swego czasu postanowiłem zdobyć Kilimandżaro. Wydawało mi się to dosyć łatwe, bo przecież byłem na Rysach. To naiwne myślenie, ale wiem o tym dopiero po fakcie. Było to moej marzenie, postanowiłem więc je zrealizować. Podobnie jak wiele, wiele innych osób (mój certyfikat ma numer 64 637). Część z tych osób spotkałem na szlaku.

Kogo tam nie było! Starsi i młodsi, chłopcy i dziewczyny, szczupli i mniej szczupli, biali, żółci i nie tylko. Ludzie z różnych stron świata, pełnosprawni i niepełnosprawni, skupieni i krzykacze. Jedni wchodzili krótszym szlakiem, inni dłuższym, a ja nawet postanowiłem wejść z 18 kilogramowym plecakiem na plecach – niczym Szerpa. Tak to sobie wymyśliłem. Chciałem bowiem wejść „z przytupem“ – być może to była jedyna moja szansa?

 

Wejście na Kilimandżaro

Każdy na szlaku miał jeden cel: zdobyć Kilimandżaro. Każdy miał też własne uwarunkowania. Zapewne byli tam też i tacy, którzy nie wchodzili po raz pierwszy, ale takich nie spotkałem. A pozostali mierząc się z celem jako „świeżacy“ mieli jakieś wyobrażenie na temat tego, jak to się robi i jak to będzie. Ja również miałem, bo przecież byłem na Rysach. I na Orlej Perci. 20 lat wcześniej…

Wyobrażenia w weryfikacji

To były jednak tylko wyobrażenia! Podobnie jak przy każdej podróży do miejsca, w którym jeszcze nie byliśmy. Jeśli chcemy – przykładowo – pojechać do Czerniejewa, wyszukując punkt na mapie tudzież wpisując nazwę do nawigacji jeszcze w Czerniejewie nie jesteśmy. Dopiero wyruszamy i możemy sobie tę drogę jedynie wyobrazić. Podobnie było z Kilimandżaro. Życie zweryfikowało wyobrażenia.

Nie spodziewałem się, że będę tam płakał i użalał się nad swym losem, przeżyję 33 najcięższe fizycznie godziny w moim życiu, będę tracił świadomość wchodząc na szczyt czy odmrożę sobie palce u rąk. A jednak tak się stało, bo takie uwarunkowania spotkały mnie po drodze. Mimo to ani przez chwilę nie zwątpiłem zatem, że tam wejdę. Skoro inni tego dokonali, to czemu ja miałbym nie móc? A że nie było łatwo? Tym lepiej! Mam co wspominać i o czym pisać.

 

Tomek Kania na szczycie Kilimandżaro

Ponadto po drodze zdobyłem też mnóstwo nowych wrażeń, przyjemności, robiłem zdjęcia, rozmawiałem, myślałem, przeżywałem piękne wschody słońca, widziałem parę unoszącą się nad namiotami, rozmawiałem i jadłem kurczaka na 5000 metrach. Nie spotkałoby mnie to, gdybym nie wyruszył.

Uwierz w marzenia

Wybierając się w podróż ku realizacji swojej wizji bardzo często zakładamy, jak ma wyglądać droga do nich wiodąca. Planujemy, że za tydzień to ma być to, a za dwa miesiące co innego, ten ma zadzwonić w środę, a tamto miało być niebieskie. I gdy rzeczywistość zaczyna wyglądać inaczej niż zakładaliśmy – zaczynamy się denerwować, mieć wątpliwości, wpadać w panikę lub wycofywać się. Stosujemy coś, co (za Mike’m Dooley’em) nazywam „mikro zarządzaniem prawem przyciągania“. A nim się mikro zarządzać nie da. Tu jest potrzebna wiara – w siebie, swoje marzenia i ten najlepszy ze światów. W to, że „gdzie jest wola, jest sposób“, jak uczył sam mistrz Alber Einstein.

Każdy z nas zapewne chce swoje marzenia zrealizować i odnieść pod tym względem sukces. Jednak definicja sukcesu według Earla Nightingale’a to przecież: „ciągłe działanie w kierunku spełnienia naszych, godnych nas, marzeń i pragnień“ (oryg. „crogressive realisation of a worthy ideal“). Nie ma w niej słowa, że będzie łatwo... Jest za to słowo „działanie“.

 

Realizacja marzenia

Załóżmy zatem, że ma być ciekawie i samorozwojowo, a później zaakceptujmy ten fakt. Jeśli bowiem nasza wizja jest pewnym obrazem naszych marzeń i pragnień, to – zgodnie z definicją – nie realizuje się jej na raz a krok po kroku, jak podczas wspinaczki na Kilimandżaro. Nikt tam bowiem jeszcze nie wskoczył. Może je natomiast zdobyć – z wiarą, mimo przeciwności, uwarunkowań i niespodzianek po drodze, a nawet tracąc chwilami świadomość.

A w życiu? Jak to w życiu. Wystarczy jeden krok dziennie, byle codziennie i aż na szczyt naszego Kilimandżaro. A tego, co nam potrzebne, by tam wejść, nauczymy się po drodze. Choćby wiary w siebie. Tylko trzeba w to wyruszyć. Idziemy? ;-)

YOLO!








  Tomek Kania