Zmiana reżysera kultowej serii, zaangażowanie Dody do jednej z głównych ról — wokół najnowszej części Pitbulla narosło wiele kontrowersji. Tymczasem „Ostatni pies” broni się całkiem nieźle. To naprawdę porządne kino policyjne.

 

Choć sam pomysł, by dzieło jednego z reżyserów (w tym wypadku Patryka Vegi) kontynuował inny, jest na ogół złym rozwiązaniem, to w przypadku najświeższego „Pitbulla” okazało się ono strzałem w dziesiątkę. Władysław Pasikowski po raz kolejny udowadnia, że potrafi zbudować napięcie i w przekonujący sposób opowiedzieć sensacyjną historię. Co ważne, w odróżnieniu od swego poprzednika nie musi w tym celu sięgać po tanie chwyty i zalewać widzów potokiem wulgaryzmów czy chamskim humorem. „Ostatni pies” ze swym wyważonym, chłodnym, ale nie skrajnie brutalnym nastrojem deklasuje „Kobiety mafii” – konkurencyjną produkcję Patryka Vegi.

Film Pasikowskiego ma za zadanie – przynajmniej w teorii – domknięcie serii „Pitbulla”. Jego fabuła rozpoczyna się morderstwem Soczka – byłego partnera Majami. Policja traktuje tę sprawę honorowo, a do śledztwa zaangażowani zostają znani z pierwszego „Pitbulla” Despero, Metyl oraz Quantico (czyli dawny Nielat). Powrót do „klasycznych”, „pitbullowych” bohaterów to właściwie murowany przepis na sukces – pozwala przywołać naprawdę ciekawe postaci, a do obsady zaangażować świetnych aktorów.

W „Pitbullu. Ostatnim psie” to właśnie trio Marcin Dorociński (Despero), Krzysztof Stroiński (Metyl) i Rafał Mohr (Quantico) wypada najlepiej. Zarówno Dorociński, jak i Stroiński na ekranie po prostu błyszczą, sprawiając wrażenie, jak gdyby role policjantów toczących samotną walkę z mafią były napisane specjalnie dla nich. „Pitbull. Ostatni pies” to również film bardzo udanych epizodów. Dodatkowym smaczkiem jest choćby rola Katarzyny Nosowskiej, która pojawia się na moment na warszawskim komisariacie. Nieco bardziej ryzykownym zagraniem było zaangażowanie Dody do niemal pierwszoplanowej roli żony mafioza. To ryzyko Pasikowskiemu raczej się nie opłaciło. Choć debiut popowej piosenkarki na pewno przyciąga widzów, to jednak ona sama nie udźwignęła w pełni swej roli, stanowiąc najsłabszy punkt obsady.

„Pitbull. Ostatni pies” to w pewien sposób dwie różne opowieści zamknięte w jednej ramie. Pierwsza z nich dotyczy policyjnego, twardego życia i zrealizowana jest niemal perfekcyjnie (co zresztą, nie dziwi, znając kino Pasikowskiego). Druga natomiast toczy się w łonie mafii i tu, niestety, pod względem fabularnym jest znacznie gorzej. Twórcy starają się zabrać głos na każdy możliwy temat: znalazło się tu miejsce nie tylko na gangsterskie porachunki i historię dziewczyny z przedmieścia, wchodzącej w świat przestępczości zorganizowanej, ale i na piramidę finansową pokroju Amber Gold czy afery korupcyjne. Tych tematów Pasikowski już tak dobrze nie czuje, a ich zagęszczenie na przestrzeni filmu jest dla widzów raczej nużące.

Sposób realizacji wątku policyjnego „Pitbulla” sprawia, że najnowszy film Pasikowskiego staje się pewnego rodzaju ukłonem w kierunku polskiego kina lat 90–tych – tak głębokim, że współczesna komenda sprawia wrażenie przeniesionej w czasie o co najmniej 30 lat. Film broni się jednak całkiem niezłym scenariuszem, osadzonym w chłodnej, brutalnej rzeczywistości, dobrym tempem (zwłaszcza na początku i w zakończeniu) oraz (w ogromnej większości) porządnym aktorskim rzemiosłem. Słabszą stroną filmu jest natomiast pewna schematyczność – zarówno w aspekcie fabularnym, jak i w obsadzie (na przykład rola Cezarego Pazury) – oraz nierówny poziom poszczególnych scen i wątków.

„Przyjdzie mi […] zmierzyć się nie tylko z gigantycznym sukcesem finansowym poprzednich dwóch części, ale także z legendą i doskonałością serialu sprzed 12 lat” – mówił Władysław Pasikowski w jednym z wywiadów udzielanych przed premierą filmu. Najnowsza część „Pitbulla” tę legendę udźwignęła. Efektem jest mocne, policyjne kino, które może nie olśniewa, ale zrealizowane zostało na przyzwoitym poziomie.


Ocena:  7/10









Barbara Englender