Dramatyczny pojedynek z żywiołem z wielką miłością w tle – tak najkrócej można scharakteryzować najnowszy film Baltasara Kormakura. Mimo znacznego potencjału kryjącego się w opowiadanej w nim historii, „41 dni nadziei” jest produkcją jedynie przeciętną.

infoplanet recenzje filmowe 41 dni nadziei plakat

Kormakur konsekwentnie buduje opowieści, w których człowiek zmaga się zarówno z żywiołem, jak i własnymi słabościami — taki był wszakże choćby jego słynny „Everest” z 2015 roku. W „41 dniach nadziei” górska sceneria ustępuje morzu. Film ten bazuje na prawdziwej historii rejsu, w który 35 lat temu wyruszyła para zakochanych młodych ludzi — Tami Oldham i Richard Sharp. Ich zamierzenie było ambitne: przebyć 6500 kilometrów z Tahiti do San Diego, by odholować łódź, należącą do dwójki bogatych znajomych (a przy okazji samemu nieźle zarobić). Niestety, jednostka, którą mieli doprowadzić do bezpiecznej przystani, napotkała na swej drodze niszczycielski huragan...

infoplanet recenzje filmowe 41 dni nadziei Sam Claflin

41 dni nadziei” wrzuca nas w sam środek opowieści — film rozpoczyna się w momencie, gdy bohaterowie rozpoczynają swą walkę o przetrwanie. Zmierzyć się muszą z morskim żywiołem oraz daleko idącymi skutkami huraganu: zniszczeniem sprzętu (w tym nawigacji i radiotelefonu), brakami żywności czy wody, a przede wszystkim własnym wycieńczeniem. Narracja podąża tu dwutorowo. Niemal równocześnie poznajemy kolejne dni dramatycznego dryfu zepsutą łodzią, jak i odkrywamy wydarzenia, które sprawiły, że dwoje młodych ludzi poznało się i zdecydowało o wspólnym rejsie. Przy tak statycznej historii, której akcja w dużej mierze ograniczona jest do niewielkiej łódki, jest to zabieg zrozumiały, jednak z drugiej strony sposób wykorzystania tej nielinearności wprowadza nieco zamętu i w zarodku zdusza powstające napięcie.

infoplanet recenzje filmowe 41 dni nadziei wakacje

Tym, za co doceniono „Everest”, było przede wszystkim wiarygodne przedstawienie zderzenia kruchości ludzkiego życia z żywiołem. Również w przypadku „41 dni nadziei” wątek ten wypada dość wiarygodnie. Film Baltasara Kormakura próbuje osiągnąć ten efekt nie tylko poprzez spektakularne ujęcia wzburzonego morza (których w filmie nie brakuje), ale również dzięki sterowaniu nastrojem (co udaje się mniej). Owszem, dramatyzm opowiadanej historii sprawia, że pod koniec seansu trudno nie ulec wzruszeniu, jednak fabuła sama w sobie nie trzyma w napięciu tak, jak można tego oczekiwać. Trzeba przy tym zaznaczyć, że emocje związane ze śledzeniem losów rozbitków w wyraźny sposób zmniejszają się na skutek... absurdalnego polskiego tłumaczenia tytułu tej produkcji. Podanie w nim konkretnej liczby dni dryfu sprawia, że naprawdę trudno ekscytować się początkową częścią opowieści. Przekład ten nie znosi porównania ze zwięzłym, angielskim „Adrift”.

infoplanet recenzje filmowe 41 dni nadziei Shailene Woodley

Na tle części „survivalowej” jeszcze słabiej wypada wątek wielkiej miłości. Historia znajomości dwojga młodych ludzi wydaje się dość banalna i oklepana. W taki sposób zostaje również opowiedziana: za pomocą tanich, nieco sentymentalizujących chwytów. Tym samym, dramat na morzu przerywany zostaje cukierkowymi scenami, pokazującymi idealną miłość dwojga ludzi niemal pozbawionych wad. Byłby to materiał na prawdziwy wyciskacz łez, gdyby tylko udało się wykrzesać tu więcej emocji (być może za cenę porzucenia mitu o perfekcji bohaterów)...

Tak jak przetrwanie rejsu dryfującą, uszkodzoną łodzią, wymaga niebywałej charyzmy, tak i cecha ta jest niezbędna do wiernego aktorskiego odwzorowania granicznego doświadczenia. Zarówno znana z „Wielkich kłamstewek” Shailene Woodley, jak i Sam Claflin radzą sobie dość dobrze. W ich postaciach widać zarówno znój i fizyczne wyczerpanie, jak i psychiczne konsekwencje wielodniowego odosobnienia. Szczególne wrażenie robi przemiana Tami (Shailene Woodley), która z dwudziestoparoletniej trzpiotki, pragnącej przeżyć przygodę życia, zmienia się w dojrzałą kobietę, potrafiącą poradzić sobie w każdej sytuacji. W jej bohaterce jest zarazem niebywała siła, jak i pewnego rodzaju niewinna dziecięcość.

infoplanet recenzje filmowe 41 dni nadziei bohaterowie

Wszystko to tworzy film wiarygodny, momentami ciekawy, ale nie porywający. Prawdziwa, mrożąca krew w żyłach historia, na której oparta jest ta produkcja, prosiłaby się o większy ładunek emocji. Niestety, „41 dni nadziei” jest opowieścią, która nie zapada w pamięć...


Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 6/10









Barbara Englender