Studio Disneya ostatnio stawia przede wszystkim na odświeżone wersje klasycznych bajek. Najnowsza premiera – „Dumbo” – przypomina znaną od lat historię długouchego słonika, jednak opowiada ją w nieco inny sposób...

infoplanet recenzje filmowe dumbo plakat

Pierwsza wersja „Dumbo” na ekranach kin pojawiła się w 1941 roku. Był to jeden z najkrótszych filmów Disneya – opowieść o słoniu, który uczy się latać na uszach, zajmowała tylko nieco ponad godzinę. Nic więc dziwnego, że stworzenie dwugodzinnej, trójwymiarowej produkcji wymagało nie tylko powtórnego opracowania graficznego, ale i pewnego „liftingu” scenariusza. W jego ramach doszło do niezmiernie istotnego przesunięcia. Nowy „Dumbo” kładzie nacisk przede wszystkim na aspekt relacji między ludźmi a zwierzętami. W nauce latania nie pomaga słonikowi już, jak w oryginale, cyrkowa mysz, lecz para osieroconych przez matkę dzieci: Milly i Joe. I o ile więź między nimi a Dumbo opiera się na zaufaniu i uczciwości, o tyle ogólna wymowa filmu dobitnie pokazuje, że w kwestii podejścia do zwierząt ludzie, jako gatunek, wciąż powinni mieć sobie wiele do zarzucenia.

Świat, w którym rodzi się Dumbo – Ameryka tuż po zakończeniu I wojny światowej – trudno uznać za przyjazny. Syn cyrkowej słonicy błyskawicznie zostaje oddzielony od matki i przeznaczony do tresury. Zamiast spodziewanej gwiazdy areny, staje się jednak przedmiotem szyderstw i kpin. Ich przyczyna leży w wyglądzie Dumbo – a szczególnie w karykaturalnie długich uszach. Jeszcze gorszy los spotkać ma jego matkę, której przypięto łatkę agresorki. Tylko dzięki przyjaźni rodzącej się między słonikiem i dziećmi (oraz za sprawą bliskiej obecności pierza) może on odkryć swą magiczną moc, która pozwoli zawalczyć o spełnienie marzeń i godne życie...

Nowy film Disneya pokazuje również dramat ludzi, próbujących się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Oczywista dość paralela między tragedią dzieci, które utraciły matkę, i rozdzielonego ze słonicą Dumbo nie jest prowadzona nachalnie, pozwala natomiast uwypuklić głęboko humanistyczne przesłanie całej historii. Wytwórni Disneya udaje się, na szczęście, uniknąć tu patosu i losy latającego słonika nie tracą ani na chwilę wdzięku. Choć całość opowiedziana jest  zgrabnie, brak tu jednak jakiegoś szczególnego „błysku”, który pozwoliłby się tą fabułą naprawdę zachwycić.

Przed największym wyzwaniem od strony aktorskiej stał tu chyba Colin Farrell, którego postać musiała zmierzyć się nie tylko traumą okaleczenia na froncie I wojny, ale i sprostać zadaniom stojącym przed ojcem dwójki równie zagubionych dzieci. Prócz niego świetnie radzi sobie również Eva Green jako akrobatka Colette oraz dziecięcy aktorzy (Nico Parker i Finley Hobbins). Dodatkowy smaczek stanowi obsadzenie Danny'ego DeVito jako właściciela cyrku. Zastrzeżenia można mieć jedynie do postaci głównego antagonisty, odgrywanej przez Michaela Keatona. Znaczne uproszczenia, do jakich dochodzi w jej obrębie, są jednak kwestią scenariusza, nie gry aktorskiej.

Trzeba przy tym przyznać, że Tim Burton niezwykle wiarygodnie oddaje realia świata, w którym wojna dopiero się skończyła. Uczucie chaosu i wyczerpania (rozumianego również jako koniec możliwości opisywania świata w znanych kategoriach), zdaje się wszechogarniające. Doświadczenie to ubrane zostaje w przepiękne – choć nieco mroczne – dekoracje, tchnące nostalgią za początkiem XX wieku. Wszystko to sprawia, że „Dumbo” nie jest wesołą, kolorową kreskówką dla małych dzieci. Mimo wyraźnego morału i zwierzęcych postaci, z całej bajki przedszkolaki niewiele prawdopodobnie zrozumieją, a niektóre sceny mogą być dla nich zbyt mocne.

Nie jest to również, o dziwo, film dla fanów poetyki Tima Burtona. Momentami trudno wręcz zrozumieć, czemu do realizacji tego zadania poproszono akurat jego. Choć „Dumbo” czaruje naprawdę pięknymi obrazami i efektami 3D (na szczególne uznanie zasługuje kreacja parku rozrywki i sposób ożywienia głównego bohatera), próżno tu szukać atmosfery znanej choćby z „Alicji w Krainie Czarów” tego reżysera. „Dumbo” nie jest produkcją nieudaną, ale jest to obraz kompletnie nie „Burtonowski”.

Przy wielu swych zaletach, „Dumbo” nie jest filmem, który zapierałby dech w piersiach (czy to łamiącą serca fabułą czy też olśniewającymi animacjami). Nowy film Burtona pozostaje jednak porządnym kinem familijnym – wzruszającym, pięknym i mądrym. Raczej dla starszych dzieci.

Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 7,5/10








Barbara Englender  

 

 

 

kup artykuly platne