W „Dziadku do orzechów i czterech królestwach” wytwórnia Disneya funduje widzom naprawdę spektakularne widowisko. Nie trzeba jednak znać na wyrywki klasycznej wersji opowieści E. T. A. Hoffmanna, by podczas seansu odczuwać lekkie deja vu.

infoplanet recenzje filmowe dziadek do orzechow plakat

Disneyowska wersja „Dziadka do orzechów”, prócz tytułowej opowieści, zdaje się wplatać w swą narrację dwa równie (a może nawet bardziej) znane teksty kultury: „Alicję w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla i „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa. Nie są to jednak subtelne odniesienia, lecz raczej szereg ewidentnych, rzucających się w oczy inspiracji. Skojarzenia z „Alicją...” umacnia również oprawa graficzna „Dziadka do orzechów...”, w wyraźny sposób czerpiąca z estetyki filmowego hitu Tima Burtona z 2010 roku.

Ta estetyczna inspiracja wychodzi zresztą filmowi na dobre. Komputerowe scenografie zapierają dech w piersiach, a baśniowa, nieco surrealna estetyka (nawet jeśli nie jest szczególnie nowatorska), broni się w tym wypadku świetnie. Od strony wizualnej produkcję cechuje niebywała dbałość o szczegóły – tak, by całość (zwłaszcza w wersji 3D!) robiła niesamowite wrażenie. Osoby odpowiedzialne za wizualną warstwę filmu spisały się na szóstkę. „Dziadek do orzechów i cztery królestwa” to film, który potrafi naprawdę zaczarować widzów atmosferą – świat ten zarówno fascynuje, jak i wzbudza grozę. Z tej też przyczyny, paradoksalnie, nie jest to propozycja dla najmłodszych odbiorców – granica siódmego roku życia, obrana przez polskiego dystrybutora wydaje się tu rozsądnym rozwiązaniem.

Niestety, z tą fenomenalną oprawą nie idzie w parze głębia scenariuszowa. Fakt, dzieci lubią proste historie, ale nie tłumaczy to dziur logicznych w fabule i braku przekonującej motywacji bohaterów. W „Dziadku do orzechów… ”, za sprawą prezentu-pamiątki po zmarłej matce, który otrzymała dorastająca Clara Silberhaus, wkraczamy do magicznego świata czterech królestw. Jak się jednak okazuje, kraina ta stoi na skraju wojny. Sytuacja ta prowokuje mnóstwo pytań, jednak praktycznie na żadne z nich nie otrzymamy odpowiedzi. Zamiast pozwolić widzom eksplorować baśniową rzeczywistość, poznawać relacje i prawa nią rządzące, twórcy wybrali niezwykle schematyczną, jednowymiarową fabułę, w której czarne jest czarne, a białe – białe, bez miejsca na półtony i czasu na wątpliwości.

Zbyt oczywisty jest również wątek głównej bohaterki, który staje się podwaliną do łzawego melodramatu o bardzo dosłownej, pełnej wytartych frazesów wymowie. Od strony scenariuszowej jest to ewidentna droga na skróty, która – w przypadku tak olśniewającej pod względem wizualnym produkcji – jest w odbiorze niemal bolesna. Na tle wielu sztampowych rozwiązań fabularnych, stosowanych w tym filmie „Dziadek do orzechów i cztery królestwa”, wyróżnia się właściwie tylko sprytne wykorzystanie elementu baletowego.

Braki te równoważyć ma nie tylko piękna oprawa graficzna filmu, ale również fantastyczna obsada. Disneyowi udało się zaangażować do tego przedsięwzięcia naprawdę świetnych aktorów – by wspomnieć choćby Morgana Freemana w roli Drosselmeyera, Keirę Knightley jako Cukrową Wróżkę czy Helen Mirren wcielającą się w postać Matki Ginger. Role te – choć zapadające w pamięć – są jednak raczej drugoplanowe. Pierwsze skrzypce gra tu przede wszystkim Mackenzie Foy, znana choćby z roli Murph w „Interstellarze”, w którą wcieliła się już jako czternastolatka (mając za sobą zresztą doświadczenie zdobyte na planie „Obecności” i sagi „Zmierzch”). W „Dziadku do orzechów i czterech królestwch” Foy radzi sobie nieźle, choć – trzeba to przyznać – jej postać nie jest szczególnie rozbudowana, zwłaszcza jak na bohaterkę, na której spoczywa cały ciężar filmu.

„Dziadek do orzechów i cztery królestwa” – by podążyć za metaforą wykorzystywaną przez twórców tej produkcji – to pięknie zdobiony klucz, stanowiący przepustkę do niesamowitego świata. Niestety, podczas zwiedzania tej krainy, okazuje się, że większość atrakcji wszyscy już dawno widzieli – w nieco tylko odmiennej formie...

div>

Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 6,5/10








Barbara Englender  

 

 

 

kup artykuly platne