Połączenie ciepłej komedii i kina drogi, gdzie uśmiech przeplata się z goryczą, a pod stosunkowo lekką formułą skrywa się coś więcej... Taki jest właśnie „Green Book” – jeden z najpoważniejszych kandydatów do tegorocznych Oscarów.

infoplanet recenzje filmowe green book plakat

Dwóch dojrzałych mężczyzn, pochodzących z zupełnie różnych światów, wyrusza we wspólną podróż, po której nic już nie będzie takie samo. Brzmi znajomo? Oczywiście. „Green Book” czerpie z – wydawałoby się – najbardziej wyświechtanych kinowych konwencji. I choć sądzić można, że z tak wyeksploatowanych klisz nie da się już niczego nowego posklejać, Peter Farrelly tworzy z nich prawdziwie przejmujące, głębokie kino.

infoplanet recenzje filmowe green book spotkanie

Być może tym, co najbardziej w „Green Booku” niezwykłe, jest fakt, że ta historia wydarzyła się naprawdę (czego poręczeniem jest współpraca scenariuszowa z synem głównego bohatera, Nickiem Vallelongą). Prosty człowiek z Bronxu, którego największy atut stanowi perfekcyjna umiejętność – jak sam podkreśla – wciskania ludziom kitu, utraciwszy pracę w ochronie jednego z nowojorskich klubów, zatrudnia się u czarnoskórego wirtuoza fortepianu, Dona Shirley'a. Anthony Vallelonga, zwany Tonym Lipem, jako kierowca (a także ochroniarz i asystent w jednym) towarzyszy doktorowi Shirleyowi w trasie koncertowej prowadzącej na południe USA. Jej rytm wyznaczany jest nie tylko przez plan kolejnych występów, ale i tytułowy „Green Book” – przewodnik, zawierający spis miejsc noclegowych, w których akceptowane są osoby czarnoskóre. W tej drodze bohaterowie będą musieli skonfrontować się nie tylko ze swoimi kompletnie odmiennymi osobowościami, ale i ludzką mentalnością oraz kulturowymi standardami – zmieniającymi się z każdym przebytym kilometrem.

infoplanet recenzje filmowe green book zdjecia

Green Book” w dużej mierze stanowi amerykański rachunek sumienia – rozliczenie nie tylko z najprościej definiowanym rasizmem czy czasami Apartheidu, ale i tym, co skrywa się pod pozornie życzliwymi uśmiechami „porządnych” ludzi. Dzięki mistrzowskiemu ukazaniu nieustannej gry stereotypów, toczącej się w przestrzeni publicznej, film odsłania proste (i nieraz krzywdzące) schematy, poprzez które postrzegamy świat. Za pomocą prostych środków pozwala pokazać problem tożsamości i relacji władzy, w jakie wikłamy się również w codziennym życiu. Opowieść o Doktorze Shirleyu stanowi historię nieustannej walki o godność – bez ukrywania kosztów, które za sobą pociąga. „Green Book” to film głęboko psychologiczny, a to, co dzieje się w nim pod „podszewką”, skądinąd świetnie napisanych, dialogów, jest najważniejsze dla całej tej historii. To obraz pełen niuansów, w którym nic nie dzieje się przypadkowo. Aż dziw, że za reżyserię odpowiada tu człowiek, który zasłynął do tej pory głównie takimi produkcjami, jak „Głupi i głupszy” czy „Sposób na blondynkę”.

infoplanet recenzje filmowe green book muzyka

Mimo przyjętej w filmie „męskiej” optyki, „Green Book” jest opowieścią pełną ciepła. Owszem, gatunkowo stanowi komedię, jest to jednak komedia podobnego typu, co „Nietykalni” z 2011 roku – bardzo wyważona, subtelna, ale przy tym niezmiernie inteligentna. Za tą ostatnią cechą stoi w dużej mierze sposób konstrukcji głównych bohaterów tej opowieści. Zestawienie tak silnych osobowości sprawia, że właściwie każdy dialog iskrzy, a napięcie między postaciami nie spada ani przez moment. W oczywisty sposób jest to również zasługą fenomenalnej gry aktorskiej. „Green Book” to film, w którym każde słowo (i jego intonacja), każdy gest czy grymas twarzy mają ogromne znaczenie. Zarówno Viggo Mortensen, jak i Mahershala Ali (który otrzymał za tę rolę Złotego Globa) zostali docenieni przez Akademię Filmową (podobnie jak autorzy scenariusza i montażysta, otrzymując oskarowe nominacje). Choć to właściwie opowieść należąca do dwóch aktorów, bardzo dobry epizod zalicza w nim również Linda Cardellini.

infoplanet recenzje filmowe green book nietykalni

Jak przystało na opowieść o pianiście, w „Green Booku” muzyka stanowi coś więcej niż tylko tło. Kiedy ma dopełniać opowiadaną historię, pozostając jednocześnie nieco z boku, czyni to perfekcyjnie. Kiedy natomiast ma wyjść na pierwszy plan – mamy do czynienia z prawdziwą wirtuozerią. Świetnie wypadają również zdjęcia, które nie tylko fantastycznie oddają klimat USA lat 60-tych, ale i, po prostu, cieszą oko.

Mimo podkreślanego przez wielu krytyków podobieństwa do „Nietykalnych” a także – nie oszukujmy się – czerpania pełnymi garściami z wielu kinowych konwencji, „Green Book” to film bardzo świeży, zapadający w pamięć. Warto.

Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 9/10








Barbara Englender  

 

 

 

kup artykuly platne