Han Solo — jeden z najwybitniejszych pilotów, żyjących „dawno, dawno temu, w odległej galaktyce...” — doczekał się wreszcie własnego filmu. Najnowsza część cyklu „Gwiezdne wojny — historie” nie dorównuje może legendzie głównego bohatera, lecz wciąż oferuje niezłą przygodę.

infoplanet recenzje filmowe han solo plakat

Kim tak naprawdę był Han Solo? Jak prezentowały się jego losy zanim siadł za sterami Sokoła Millennium? Odkąd Disney rozpoczął realizację serii „Historie”, rozwijającej pomijane dotychczas wątki „Gwiezdnych wojen,” było oczywiste, że szybko doczekamy się odpowiedzi na te pytania. Tak też się stało — twórcy nie uchylają tu rąbka tajemnicy, lecz prosto z mostu rozwiewają wszystkie znaki zapytania. Efektem jest film poprawny: momentami trzymający w napięciu (zwłaszcza w drugiej części opowieści), ale niemogący tak naprawdę niczym zaskoczyć. Okazuje się bowiem, że losy najlepszego pilota w galaktyce rozpoczęły się dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać: od życia przemytnika i outsidera, zmagającego się z poczuciem winy z powodu rozłąki z ukochaną. Oglądając „Hana Solo”, trudno nie wyzbyć się wrażenia, że ten film już kiedyś widzieliśmy.

Han Solo był tylko i jeden i był nim Harrison Ford” — takich opinii wśród fanów „Star Wars” nie brakuje, trzeba jednak przyznać, że Alden Ehrenreich, wcielając się w legendarną postać, radzi sobie całkiem nieźle. Jego Han jest taki, jakiego można było sobie wyobrażać: krnąbrny i zawadiacki, pełen młodzieńczej pewności siebie. Problem jednak w tym, że — choć to przecież Han Solo powinien błyszczeć na ekranie — postać ta dość szybko okazuje się mniej ciekawa niż bohaterowie drugoplanowi. Fantastycznie wypada Donald Glover jako Lando czy Woody Harrelson w roli Tobiasa Becketta. Część show kradnie dla siebie, oczywiście, Chewbacca (Joonas Soutamo). Więcej charyzmy niż tytułowy bohater zdaje się mieć nawet Rio, który dość szybko znika z ekranu. Na tym tle Solo wypada przeciętnie, a jego historia nie przykuwa szczególnej uwagi. Najsłabszym jej ogniwem wydaje się wątek romansowy. Choć partnerka Hana Solo, Qi'Ra (Emilia Clarke), to ciekawie napisana postać (i przy tym dobrze zagrana), to jednak między bohaterami nie iskrzy. W żadnym razie nie jest to opowieść na miarę legendy.

Tak, jak nie zaskakuje fabuła filmu, tak i większego wrażenia nie robią poszczególne elementy jego oprawy. Muzyka, obraz, efekty specjalne — wszystko to zrealizowane jest poprawnie, choć bez większego polotu. „Han Solo” prezentuje się trochę tak, jakby twórcy nie mogli zdecydować, czy postawić na nowoczesne kino akcji, czy też na atmosferę znaną z klasycznych „Star Warsów”, która dziś byłaby już trochę „retro”. W rezultacie film zawieszony zostaje więc pomiędzy tymi dwoma konwencjami. Choć początkowo wywołuje to pewien dysonans, jest to zabieg zrozumiały (w myśl zasady „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”) i w perspektywie całej opowieści nieźle się broni. Najnowsza część „Gwiezdnych wojen” to wszakże film, który pożenić musi oczekiwania zaciekłych fanów „Star Wars” i młodego pokolenia widzów Disneya.

Trzeba zresztą przyznać, że producenci nie idą tu na żadne rażące kompromisy i nie wprowadzają (na szczęście!) komiksowego montażu czy wulgarnego humoru. Całymi garściami czerpią za to konwencji westernu — ironiczne nawiązania do niej stanowią ciekawy (ja zarazem niezbędny, biorąc pod uwagę charakter opowieści) smaczek. Zawiodą się jednak ci widzowie, którzy spodziewać się będą szczypty mistycyzmu, z jakiego słynie seria „Star Wars”. W filmie o Hanie Solo nie spotkamy rycerzy Jedi, a i sam wątek Rebelii pojawi się tylko marginalnie. To raczej (już z samego założenia) film łotrzykowski, rozgrywający się w świecie „Gwiezdnych wojen”, niż pełnoprawny element sagi.

Na długo przed premierą najnowszego filmu Rona Howarda wielu wieszczyło produkcji nieuchronną klęskę. Tak się jednak nie stało. Choć młody Han Solo nie ma takiej charyzmy, jak postać kreowana przez Harrisona Forda, całość ogląda się całkiem przyjemnie. Szkoda tylko, że fabuła nie jest choćby odrobinę bardziej zaskakująca...


Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 7/10









Barbara Englender