Jeden z dwóch najbardziej oczekiwanych filmów roku o superbohaterach, a przy tym silny feministyczny manifest. Czy takie połączenie to przepis na sukces? Niekoniecznie...

infoplanet recenzje filmowe kapitan marvel plakat

„Kapitan Marvel” stanowi przede wszystkim przystanek na drodze między hitowym „Avengers: Infinity War” a „Avengers: Endgame”, wytyczonej przez najsłynniejsze studio komiksu. Film z Brie Larson w roli tytułowej miał być jednak szczególny – z pompą prezentujący bohaterkę dla tej serii kluczową. Słaba, przewidywalna fabuła i jednowymiarowe postaci sprawiają jednak, że powstał popkulturowy przeciętniak, który nie zapada w pamięć.

Akcja „Kapitan Marvel” rozpoczyna się w odległym kosmosie w... latach 90-tych. Kiedy z planety Kree przeniesiemy się na Ziemię, klimat ostatniej dekady XX wieku okaże się naprawdę miłym dodatkiem do superbohaterskiej fabuły. A ta przebiegać będzie według utartego schematu: przed główną bohaterką, Vers, pojawi się wyzwanie polegające na uratowaniu (wszech)świata i zakończeniu wojen, toczących się od lat. Z jedną tylko różnicą: po raz pierwszy w historii Marvela zadanie to zostało postawione przed kobietą.

Sam pomysł na superbohaterkę jest jak na ten gatunek kinowy dość ciekawy (choć trudno uznać go za odkrywczy) – Vers jest postacią bez przeszłości. Za całą jej tożsamość muszą starczyć pojawiające się w snach migawkowe wspomnienia, które przynoszą jednak więcej wątpliwości niż odpowiedzi na nękające ją pytania. W końcowym rezultacie jednak koncepcja ta rozmywa się, a sposób rozpisania scenariusza nie przydaje bohaterce większej psychologicznej głębi. Na domiar złego, zwrot akcji, jaki ten chwyt generuje, możliwy jest do przewidzenia niemal od pierwszych scen. Nie zmienia to jednak faktu, że sama bohaterka jest dość sympatyczna w swej zadziorności.

W oczywisty sposób studio Marvela swój najnowszy film oddaje głównie w ręce Brie Larson. Aktorka w roli głównej radzi sobie nieźle, jednak najjaśniejszą gwiazdą, która świeci na tym firmamencie, jest z pewnością odmłodzony cyfrowo Samuel L. Jackson. Po raz kolejny jest on klasą dla siebie, genialnie odwzorowując pełną gamę emocji, z jakimi mierzyć się musi jego postać. W jego roli jest też niesłychana lekkość, której próżno szukać u pozostałych aktorów. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że Nick Fury jest także postacią, paradoksalnie, ciekawszą niż cała rzesza superbohaterów, występujących w produkcjach Marvela. W dodatku duet, jaki tworzy tu ona z kotem, to jeden z najlepiej sprawdzających się pomysłów w całym filmie. Świetnie wypada również Lashana Lynch w roli drugoplanowej.

Największym problemem „Kapitan Marvel” jest świadomość emancypacyjnej wagi tego scenariusza, jaka zdaje się ciążyć nad jego twórcami. Nie da się ukryć, że kino potrzebuje silnych kobiecych postaci, jednak – jak zresztą zauważa sama główna bohaterka – niekoniecznie takich, które z bycia kobietą muszą tłumaczyć się na każdym kroku. Tymczasem „Kapitan Marvel” to film, w którym scenarzyści co chwila starają się pokazać, że Vers nie ustępuje swoim męskim odpowiednikom. Na domiar złego zapewniają również o tym wprost – w motywujących dialogach oraz retrospektywach, podczas których mała dziewczynka nieustannie rywalizuje z kolegami przeciwnej płci. Właściwie nikt tu nie ukrywa, że głównym zadaniem filmu jest niesienie równościowego przesłania małym dziewczynkom. Niestety, jest to tak nachalne, że dla pozostałych widzów może okazać się męczące.

Mimo tego niepotrzebnego dydaktyzmu i wyraźnego morału, skierowanego do najmłodszych widzów, „Kapitan Marvel” to film, który nie wdzięczy się na siłę prostackim humorem. Produkcja potrafi uwieść klimatem, umiejętnie łączącym nostalgię z kosmiczną nowoczesnością, a i efekty specjalne zrealizowane są na odpowiednim poziomie. Całość jest miła dla oka i trzyma niezłe tempo.

„Kapitan Marvel” – prócz historii tytułowej superbohaterki – odsłania też kilka szczegółów, które nie są może kluczowe dla zrozumienia „Endgame”, niemniej jednak stanowić będą dodatkowy kontekst. Dla zagorzałych fanów Marvela jest to, oczywiście, propozycja obowiązkowa, lecz widzowie, chcący zobaczyć superbohaterskie widowisko prawdziwie wgniatające w fotele, mogą spokojnie poczekać do połowy kwietnia na premierę nowych „Avengersów”.

Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 6/10








Barbara Englender  

 

 

 

kup artykuly platne