Roman Polański w najnowszym thrillerze ponownie sięga do swych ulubionych tematów: problematyki twórczej kreacji (i związanego z nią poczucia bezradności) oraz nuty szaleństwa, będącej często nieodzownym elementem tego procesu. Choć „Prawdziwa historia” to opowieść o dwóch silnych, kobiecych charakterach, w filmie tym brak napięcia i odrobiny zadziorności...

infoplanet recenzje filmowe prawdziwa historia plakat

Prawdziwa historia” oparta jest na książce Delphine de Vigan. Jej główna bohaterka, Delphine Dayrieux, to autorka światowej klasy bestsellerów. Zmęczona sławą, boryka się z twórczym kryzysem. Wówczas na jej drodze staje „Ona” (francuskie „Elle” tłumaczy się zarówno jako skrót imienia Elisabeth, jak i odpowiednik polskiego zaimka) – młodsza, lecz do złudzenia do niej podobna, copywriterka zajmująca się pisaniem biografii gwiazd. Ich znajomość, początkowo oparta na niezobowiązującej sympatii, zaczyna przeradzać się w skomplikowaną, niezmiernie intensywną relację.

infoplanet recenzje filmowe prawdziwa historia bohaterki

Tak zarysowany scenariusz w rękach Romana Polańskiego mógł stać się prawdziwą perełką. Jest tu wszakże miejsce na silne, seksualne napięcie, jak w jego „Wenus w futrze” z 2013 roku. Jest również przestrzeń dla psychodelicznej opowieści o demonach, pragnących zawładnąć ludzką psychiką, niczym – nie przymierzając – w kultowym „Dziecku Rosemary”. W „Prawdziwej historii” jednak, niestety, na obydwu tych płaszczyznach dzieje się stosunkowo niewiele, a zbudowana na początku atmosfera dość szybko się rozwiewa. Tak, jakby twórcom zabrakło odwagi, by w tej opowieści pójść o krok dalej: w stronę prawdziwych emocji, lęków, psychoz i fascynacji bohaterów.

infoplanet recenzje filmowe prawdziwa historia romans

W thrillerze tym znaleźć można pojedyncze sceny niemal magnetyzujące swą atmosferą, wibrującą od niepewności i niedopowiedzeń. Zdają się jednak one pokazywać jedynie, czym ten film mógłby się stać, gdyby fabułę poprowadzono inaczej. To scenariusz okazuje się bowiem najsłabszą stroną tej opowieści. Grzechem głównym „Prawdziwej historii” jest jej przewidywalność. Tu nie ma mowy o zaskoczeniu widza. Roman Polański podąża dobrze znaną ścieżką i, niestety, nie zbacza z niej nawet o krok. W filmie brak tajemniczości, napięcia, pewnej „iskry”, która mogłaby z niego uczynić dzieło na miarę wczesnych obrazów reżysera.

infoplanet recenzje filmowe prawdziwa postac szalenstwo

Choć „Prawdziwa historia”, delikatnie rzecz ujmując, nie porywa, to jednak pozostaje wciąż filmem wartym zobaczenia. Co prawda kilka scen – odnoszących się głównie do snów czy rejestrujących twórczy kryzys piszącej bestsellery głównej bohaterki – sprawia wrażenie utkanych z dość banalnych (jak sam tytuł filmu) metafor, to całość wypada całkiem nieźle. Roman Polański w umiejętny sposób buduje sieć powiązań między piszącą biografie gwiazd copywriterką, żyjącą ze spisywania opowieści celebrytów, i pisarką, która w ostatniej książce zdecydowała się odsłonić swoją rodzinną historię (za co przyszło jej zresztą zapłacić ogromną cenę). Ich równoległe życiorysy układają się w jeden, zgrabny i bardzo symetryczny obraz. Dzięki nim Roman Polański zadaje stare jak świat pytanie o różnice między prawdą a fikcją; w przejmujący (i nieco ironiczny) sposób ukazując przy tym pisanie jako zajęcie oparte na pasożytniczych relacjach.

Wiarygodność tych kobiecych portretów jest zasługą przede wszystkim aktorskiego warsztatu odtwórczyń głównych ról. Emmanuelle Seigner w rewelacyjny sposób udaje się oddać zarówno znużenie pogrążonej w twórczej stagnacji pisarki, jak i doświadczenie osaczenia, nieustannie jej towarzyszące. Eva Green natomiast perfekcyjnie wciela się w demoniczną, nieobliczalną postać Elle. Gdyby scenariusz skonstruowano nieco inaczej, obydwie te role mogłyby stać się naprawdę fascynującymi kreacjami. W tej wersji, nawet jeśli momentami bohaterki hipnotyzują, a powietrze między nimi zdaje się iskrzyć, to efekt ten rozpływa się w meandrach nudnawej fabuły.

infoplanet recenzje filmowe prawdziwa historia polanski

„Prawdziwa historia” to opowieść, która pozostawia widzów z uczuciem sporego niedosytu. Zawieść się na nim mogą i miłośnicy wielkiego talentu Romana Polańskiego, i fani mrożących krew w żyłach thrillerów. Mimo świetnej gry aktorskiej i technicznej poprawności obrazu, jest to film trochę nijaki, nie znoszący porównania z kanonicznymi produkcjami tego reżysera, czy choćby z podejmującym podobną tematykę „Autorem widmo” z 2010 roku.


Ocena: infoplanet recenzje filmowe the lodgers przekleci ocena 7,5/10









Barbara Englender