Filmy superbohaterskie to w dużej mierze kino pasożytujące – nie tylko na komiksach, na których oparte są poszczególne historie, ale i na gatunkach, konwencjach czy motywach znanych z wielkiego ekranu. „Venom” – najnowsza produkcja Marvela – to film-pasożyt również w negatywnym znaczeniu tego sformułowania.

infoplanet recenzje filmowe venom plakat

O ile czerpanie pełnymi garściami z popkultury może być twórcze, o tyle w przypadku filmu „Venom” efekt końcowy sprawia wrażenie zlepku słabo powiązanych ze sobą klisz i schematów. W tym gąszczu odnaleźć można dwie główne konwencje. Początek filmu sprawia wrażenie silnej inspiracji serią o „Obcym”. Należałoby go czytać jako próbę stworzenia trzymającej w napięciu opowieści o stworzeniach z kosmosu (tak zwanych „symbiontach”), które mogą przetrwać na naszej planecie tylko wówczas, gdy żerują na ziemskich organizmach (w tym ludziach). Druga połowa tej produkcji to już kino superbohaterskie o silnie komiksowej kresce, wzbogacone motywami znanymi choćby z filmów o Godżilli. Paradoksalnie, w „Venomie” niewiele jest natomiast... „Venoma” – ten superbohater w swej „właściwej” formie pojawia się dopiero po połowie opowieści, stosunkowo niewiele mając do powiedzenia.

infoplanet recenzje filmowe venom krzyk

Venom” to jeden z wielu filmów o genezie supermocy. Wszystkie wymienione wcześniej wątki podporządkowane zostają tu więc historii Eddiego Brocka – ambitnego dziennikarza, który utracił wszystko (karierę, dom, narzeczoną...), gdy postanowił ujawnić gigantyczną aferę związaną z działalnością pewnej tajemniczej fundacji. Zawiodą się jednak ci, którzy w tym ujęciu zobaczą szansę pożenienia kina superbohaterskiego z porządną sensacją. Tu właściwie wszystko jest jasne od początku. Nie ma zagadki, nie ma tajemnicy – nie ma więc też i napięcia. Na domiar złego postać głównego bohatera – która powinna spinać wszystkie poboczne elementy fabuły – również bazuje jedynie na kilku wyświechtanych schematach. Eddie momentami zachowuje się wręcz jak schizofrenik, gdy twórcy zbyt szybko przechodzą między jedną kliszą (przywołującą np. postać porządnego łobuza na życiowym zakręcie) a drugą (ukazującą go jako lekkoducha i kpiarza, reprezentującego humor dla gimnazjalistów). Bardzo słabo wypada również kwestia jego wewnętrznej walki z symbiontem – zwłaszcza toczące się między nimi dialogi (szczególnie w wersji z dubbingiem). Opowieść o losie dziennikarza podążającego tropem kosmicznej intrygi, która może zmienić oblicze świata, okazuje się tyleż nudna i przewidywalna, ile, po prostu, okropnie niedopracowana.

infoplanet recenzje filmowe venom ofiara

Trudno bowiem inaczej niż niedopracowaniem wytłumaczyć wszystkie luki i nielogiczności zawarte w filmie „Venom”. Twórcy z jednej strony ogromną ilość materiału poświęcają na ukazanie mdławej relacji łączącej Eddiego z byłą narzeczoną Anne, z drugiej natomiast – kompletnie zaniedbują kwestie dla opowieści kluczowe: związane z motywacją głównych bohaterów czy uwiarygodnieniem zwrotów akcji. Tym samym całość sprawia wrażenie filmu skleconego naprędce, bez większego ładu i składu.

infoplanet recenzje filmowe venom przemiana

Za taki stan rzeczy odpowiada również sposób konstrukcji bohaterów i przełożenie go na grę aktorską. Z obsady broni się właściwie – przy wszystkich zastrzeżeniach co do odgrywanej przez niego postaci – tylko Tom Hardy wcielający się w rolę Eddiego Brocka. Partneruje mu kompletnie nieprzekonująca, niczym wycięta z marnej komedii romantycznej Michelle Williams jako Anne Weying. Gdyby wątek ich relacji okroić do minimum, „Venom” tylko by na tym zyskał. Nieprzekonujący jest również główny antagonista – Carlton Drake (w tej roli Riz Ahmed). W pamięć mogą zapaść natomiast epizody: Jenny Slate jako dr Dora Skirth, Melora Walters jako bezdomna kobieta czy Peggy Lu w roli ekspedientki.

Choć tempo akcji w dużej mierze wygaszone jest tu za sprawą dominacji wątku romansowego, to jednak „Venom” nieźle wypada do strony technicznej. Można w nim znaleźć kilka ładnych, panoramicznych ujęć i efektów specjalnych. Cóż jednak z tego, skoro cała fabuła zbudowana jest właściwie wokół jednego tylko pościgu i jednej sceny walki? Te dwa momenty pokazują, czym tak naprawdę „Venom” mógłby być – porywającą opowieścią, łączącą elementy horroru sci-fi oraz kina superbohaterskiego. Aby tak się jednak stało, całość należałoby nie tyle przemontować, ile praktycznie napisać na nowo...

infoplanet recenzje filmowe venom rozmowa

Tytułowy Venom oburzał się, gdy jego sposób funkcjonowania określano jako pasożytnictwo. Tymczasem film mu poświęcony to twór stricte pasożytniczy – bazujący nie tylko na popkulturowych kliszach, ale i na znanym głównym bohaterze, którego wykorzystuje do promocji produkcji co najwyżej średniej.


Ocena: infoplanet recenzje filmowe ocena 5/10









Barbara Englender  

 

 

 

kup artykuly platne