Polskie komedie romantyczne mają jedną podstawową wadę: powtarzalność. Zobaczyć jedną z nich, to tak, jakby zobaczyć wszystkie. „Kobieta sukcesu” w reżyserii Roberta Wichrowskiego nie wyłamuje się z dobrze znanego schematu...

Tytułową bohaterkę, Mańkę, spotykamy w momencie, w którym jej idealne dotąd życie zaczyna się sypać: narzeczony okazuje się draniem, a przetrwanie kierowanej przez nią niewielkiej firmy, sprzedającej karmę dla psów, staje pod ogromnym znakiem zapytania. Dziewczyna rozpoczyna heroiczną, a przy tym dość szaloną, walkę z potentatem na rynku psich przysmaków. Na domiar złego, do jej warszawskiego mieszkania wprowadza się krnąbrna siostra, gotowa przewrócić wszystko do góry nogami, a na horyzoncie pojawia się tajemniczy nieznajomy...

Scenariusz tej historii przypomina nieco oferowaną przez konkurencję bohaterki karmę dla zwierząt: brak tu wartościowych składników, pełno natomiast niepotrzebnych wypełniaczy. Opowieść prezentowana w „Kobiecie sukcesu” to zestaw banałów, pokazywanych już wielokrotnie w naszym rodzimym kinie. Trudno znaleźć tu postaci, które wymykałby się najbardziej podstawowym schematom: jeśli młodsza siostra – to imprezowiczka, jeśli były chłopak – to drań i oszust, jeśli bizneswoman – to z pewnością nimfomanka... Tu nie ma miejsca na niedopowiedzenia i subtelności. Producenci do tego stopnia dbają, by wszystko było oczywiste, że Mańka w czasie niespełna dwugodzinnego filmu nazywana jest „kobietą sukcesu” co najmniej trzykrotnie. Ten niedostatek wiary w inteligencję widzów, a także brak jakiejkolwiek inwencji, bywa naprawdę irytujący.

Sytuacji nie poprawiają niepotrzebnie przegadane sceny i wątki wymykające się logice. O ile jeszcze część romansowa – choć sztampowa i schematyczna – nie odstaje od kinowych standardów, o tyle fabuła związana z życiem zawodowym Mańki zupełnie się nie klei. Rozwiązania w niej zastosowane wydają się zbyt ekscentryczne, nawet jak na formułę lekkiej komedii, a negatywne postacie zarysowane są okropnie grubą kreską. To „biznesowe” tło romansu – ograniczające się do ukazania ogarniętej wyścigiem szczurów Warszawki – potraktowane zostało zupełnie po macoszemu. Również wątek związany z pojawieniem się młodszej siostry sprawia wrażenie wprowadzonego na siłę – zupełnie, jakby twórcy nie mieli żadnego pomysłu na tę postać.

Prócz scenariuszowego banału „Kobieta sukcesu” oferuje także żelazny standard w zakresie obsady aktorskiej. Agnieszka Więdłocha, występująca w roli głównej, gra poprawnie, choć swą kreację opiera jedynie na kilku standardowych chwytach, które widzieliśmy już choćby w komedii „Po prostu przyjaźń”. Partneruje jej – zdecydowanie najlepszy w całej obsadzie – Bartosz Gelner. Na dalszych planach zobaczymy Mikołaja Roznerskiego jako byłego narzeczonego, Małgorzatę Foremniak w roli kobiecego rekina biznesu czy Tomasza Karolaka wcielającego się w postać szefa korporacji. Epizodycznie pojawia się również Tomasz Oświęcimski. Przy tak skrojonym scenariuszu aktorzy ci nie są w stanie czymkolwiek zaskoczyć, a jedynie odtwarzają swoje role z wcześniejszych produkcji. Do znanego filmowego składu powiew świeżości wnosi jedynie... pojawiający się na ekranie pies. Kilka sztuczek w wykonaniu uroczego zwierzaka to jednak wciąż za mało, by przykuć uwagę na prawie dwie godziny.

Oryginalność aktorskich kreacji czy wiarygodny scenariusz to jednak nie wszystko, co decyduje o sukcesie komedii romantycznej. Mimo swych ewidentnych braków, „Kobieta sukcesu” pozostaje produkcją ciepłą, przyjemną w odbiorze, a momentami nawet zabawną. Ogromną jej zaletą jest rezygnacja z chamskiego humoru, który pozostaje prawdziwą plagą polskich produkcji komediowych. Między głównymi bohaterami iskrzy, a siostrzane relacje pokazane są w dość serdeczny sposób.

Jeśli zapomnieć na moment o wszystkich innych tytułach bazujących na podobnym schemacie, okaże się, że „Kobieta sukcesu” to całkiem sympatyczny – choć do bólu naiwny i słaby fabularnie – obrazek o miłości od pierwszego wejrzenia. Jeśli jednak od kina oczekujemy czegoś więcej niż powielenia wyeksploatowanego już schematu, warto wybrać inny film.


Ocena:  5/10









Barbara Englender