Arabia Saudyjska – największy na świecie producent ropy – wznowił swój program energii odnawialnej. Ostatnie komunikaty wskazują na determinację kraju do natychmiastowych działań w tym zakresie. Oczekuje się, że pierwsze projekty zostaną uruchomione już we wrześniu 2017 roku.

Nowe plany, natychmiastowe efekty

Pierwsza instalacja wiatrowa o mocy 400 MW powstanie w Midyan, w prowincji Tabuk. Kolejną, złożoną z baterii słonecznych dających 300 MW energii, zaplanowano w Sakaka w prowincji Al Jouf. Nie wiadomo jeszcze, czy potencjał ten zostanie podzielony na mniejsze projekty.

Obie inwestycje powstaną przy udziale niezależnych producentów energii. Za zamówienia odpowiedzialne jest jednak Ministerstwo Energetyki Odnawialnej, które ma za zadanie rozwinąć program energetyki odnawialnej w całym państwie.

 

Arabia Saudyjska jest również nastawiona na energię jądrową, którą klasyfikuje się jako energię odnawialną. Jak zapewniał saudyjski minister energii Khalid al-Falih w styczniu na koferencji w Abu Zabi, plany są sporządzone dla pierwszych elektrowni jądrowych w kraju. Obecnie są przygotowywane dwa reaktory o łącznej mocy 2800 MW.

Zmiany prowadzą do zapewnienia 9500 MW mocy z OZE do 2023 roku, z celem tymczasowym w postaci 3450 MW energii do 2020 roku. Zgodnie z wyliczeniami ministerstwa energii, rozwinięcie potencjału Arabii Saudyjskiej będzie kosztować między 30 a 50 miliardów dolarów.

Niezrównoważone zużycie oleju

Ambitne plany są priorytetem władz i częścią planu dywersyfikacji gospodarki zależnej od ropy naftowej. Konsumpcja krajowa saudyjskiej ropy i gazu oraz jej rosnące zapotrzebowanie na energię nie są bowiem zrównoważone. Około 90% przychodów saudyjskich pochodzi z ropy, ale kraj aktualnie spala 1/4 wydobywanego surowca. Dodatkowo Królestwo znajduje się wśród eksporterów ropy, którzy zmagają się z deficytem budżetowym, ponieważ przez dwa lata otrzymywały mniej niż 50 dolarów za baryłkę.

 

Ponadto kraj został mocno dotknięty cięciami w produkcji ropy. W styczniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy wzrostu dla Arabii Saudyjskiej stwierdzając, że PKB kraju wzrośnie zaledwie o 0,4% w 2017 roku. Z tego względu Arabia Saudyjska nie może już sobie pozwolić na konsumowanie krajowych przychodów z eksportu.

 

Tymczasem zapotrzebowanie na energię w ciągu ostatnich lat wzrasta średnio o 8% rocznie, a przewiduje się jeszcze powiększenie popytu. Już teraz Arabia Saudyjska zużywa więcej oleju niż Niemcy, które są krajem o populacji trzykrotnie większej i gospodarce pięciokrotnie bardziej rozwiniętej. Dlatego minister Al-Falih już kilka lat temu zauważył, że jeśli nie zostanie powstrzymany popyt na ropę, zużycie do 2030 roku wzrośnie do poziomu 8,2 miliona baryłek ropy dziennie, przy produkcji wynoszącej 9,22 miliona baryłek. pesymistyczne dane potwierdza rozpowszechniony we wrześniu 2012 roku raport Citigroup który przewiduje, że Arabia Saudyjska może przestać być eksporterem ropy naftowej już w 2030 roku.

Dotowana elektryczność

Spośród trzech milionów baryłek ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej spalanych każdego dnia, około 700 tysięcy jest wykorzystywanych do wytwarzania energii elektrycznej. To sprawia, że Królestwo jest jednocześnie największym na świecie konsumentem ropy, z której powstaje elektryczność.

Podobnie jak wiele innych krajów Zatoki Perskiej, na skutek rządowego subsydiowania konsumenci w Arabii Saudyjskiej mogą korzystać z jednych z najniższych cen energii elektrycznej na świecie. Koncerny naftowe i gazowe dostarczają więc producentom energii konwencjonalnej tanią ropę i gaz za ułamek ceny rynkowej. Kolejne dotacje są przeznaczone na dotowanie prądu sprzedawanego konsumentom przez media państwowe. Średnia cena sprzedaży energii elektrycznej w Arabii Saudyjskiej wynosi od 1,3 centa do 6,9 centa za 1 kWh mocy.

 

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że subsydia energetyczne kosztowały Arabię Saudyjską 107 miliardów dolarów w 2015 roku, co stanowi 13,2% produktu krajowego brutto. Taki stan bezwzględnie wymaga reformy. Najprostszym sposobem na powstrzymanie konsumpcji krajowej może być zaś zmniejszenie dotacji oraz podniesienie cen energii. Jest to jednak bardzo trudne dla każdego rządu Bliskiego Wschodu, szczególnie w następstwie arabskiej wiosny. Realizacja wszelkich reform cen w Arabii Saudyjskiej jest więc możliwa, ale konieczne jest przeprowadzanie jej stopniowo.

Bardziej opłacalnym i pewnym rozwiązaniem kryzysu energetycznego jest dywersyfikacja. Królestwo obecnie produkuje znikoma ilość energii ze źródeł odnawialnych – nie wliczając energii jądrowej stanowi ona niecały 1% całkowitej produkcji energii. Tanie zasilenie ze źródeł konwencjonalnych okazało się być skuteczną barierą wejścia dla deweloperów zielonych źródeł energii. Niemniej również koszty energii pochodzącej z OZE spadły w ostatnich latach znacząco.

 

Stan energetyki solarnej już w 2016 roku stał się tematem popularnym w prasie. Media wskazywały wówczas światowe rekordy ceny energii na poziomie 2,99 centów za kWh zakupionej od konsorcjum z siedzibą w Masdar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, produkowanej przez farmę słoneczną o mocy 800 MW. Niedługo potem do poziomu 2,42 centów za kWh poza szczytem obniżyło taryfę kolejne konsorcjum. Jak wynika z tych informacji, energia odnawialna może zatem stać się atrakcyjną alternatywą dla rządów Bliskiego Wschodu.

Wznowienie produkcji z OZE

Plany uruchomienia programu energii odnawialnej w Arabii Saudyjskiej tworzono od długiego czasu. Już w 2010 roku założono specjalną spółkę K.A.Care, aby nadzorować realizację odnawialnych i atomowych ambicji energetycznych kraju. Imponujący program rozwoju OZE rozpoczęła ona w 2012 roku. Jednak od czasu wydania w marcu 2013 roku białej księgi w sprawie procedur przetargowych w ramach programu, spółka utknęła w martwym punkcie. Jako oficjalne przyczyny takiego stanu podano wówczas biurokratyczne spory dotyczące własności oraz czasu, w którym program rozwoju powinien być realizowany. Ponadto wśród problemów wymienia się również wpływ saudyjskich instytucji rządowych – jak Arabia Electricity Company i Saudi Aramco – na politykę energetyczną i zmianę reżimu, która nastąpiła w 2015 roku. Teraz jednak przemysł energii odnawialnej czekają gruntowne reformy, przeprowadzone przez rząd Arabii Saudyjskiej.

 

Odnowiony kierunek właśnie wydaje się być realizowany. W kwietniu 2016 roku wpływowy saudyjski książę jako część dokumentu programowego „Vision 2030” zaprezentował plany, zmierzające do uzyskania 9500 MW mocy z energii odnawialnej przed 2023 rokiem. Program założony przez K.A.Care rozważał rozwój do poziomu 41000 MW mocy z energii słonecznej rocznie przez okres 20 lat. Nowy cel jest zdecydowanie bardziej osiągalny.

 

Najnowsze informacje płynące od przedstawicieli władz kraju pozwalają zatem przypuszczać, że rząd poważnie podchodzi do swojego programu energii odnawialnej. Niebagatelne są też koszty inwestycji. Cały program będzie kosztował pomiędzy 30 a 50 miliardów dolarów, a sama pierwsza – około 700 milionów dolarów. Główni developerzy, jak Abdul Latif Jameel Energii, APBS Acwa Power i Enel SpA, już wyrazili zainteresowanie planami, których realizacja wymaga prawdziwego optymizmu.

Energia atomowa

Ogłoszenie o powrocie do planów rozwoju energetyki jądrowej, które pojawiło się w styczniu 2017 roku, może być zaskoczeniem dla wszystkich sceptyków potencjału tego projektu w Królestwie. Nie ma im się jednak co dziwić, ponieważ odkąd w 2011 roku K.A.Care ogłosiło swój zamiar wybudowania do 2030 roku 16 reaktorów, których koszt szacowano na 7 miliardów dolarów, rozwój programu energetyki jądrowej był niewielki.

Co więcej, w ubiegłym roku wiceminister gospodarki oraz były przedstawiciel K.A.Care Ibrahim Babelli poddał w wątpliwość kontynuowanie planów nuklearnych. Jak twierdził wówczas, jego zdaniem Arabii Saudyjskiej nie jest potrzebna energia nuklearna a energia słoneczna, która jest zdecydowanie korzystniejsza.

 

Wbrew słowom byłego wiceszefa resortu działania zmierzające do rozwoju w tym obszarze są jednak kontynuowane. Podjęto również konkretne działania w celu ich realizacji – saudyjski rząd podpisał umowę o współpracy z krajami zdolnymi do budowy reaktorów jądrowych, takimi jak Francja, Rosja i Korea Południowa, a także prowadzi w tej sprawie rozmowy z Chinami. Jednak Al-Falih nie przedstawił prognozy kosztów ani harmonogramu planowanych inwestycji. Trudno więc obecnie ocenić, czy energia jądrowa jest realną opcją dla gospodarki energetycznej Królestwa.

Opcje finansowania

Już teraz jednak wiadomo, że do sfinansowania ambitnego rozwoju energetycznego musiałyby być wykorzystane nowe źródła finansowania. Konwencjonalne zapasy, takie jak pożyczki bankowe czy gwarancje z agencji kredytowych, w związku z ograniczeniami finansowymi mogłyby być jedynie uzupełnieniem, ponieważ ze względu na międzynarodowe normy ostrożnościowe pula płynności w tym zakresie nie jest tak głęboka, jak była jeszcze kilka lat temu.

Bariery finansowe zmusiły developerów na Bliskim Wschodzie, aby w poszukiwaniu środków na realizacje przedsięwzięć zwrócić się do innych rynków, chociażby chińskich. Najnowszym projektem tych działań jest inwestycja podjęta przez firmę Marubeni i jej chińskiego partnera Jinko Solar, którzy zdecydowali, aby wesprzeć inwestycje w rejonie Zatoki Perskiej. Niestety ostatnie poczynania Chin zmierzają do ograniczenia inwestycji zagranicznych oraz utrzymywania rezerw walutowych, dlatego istnieje wątpliwość, czy chińskie banki będą mogły w dalszym ciągu wspierać deweloperów w tym regionie.

 

Z tego względu nasuwa się pytanie, jak zostanie sfinansowana budowa infrastruktury OZE? Wydaje się ono zasadne zwłaszcza dlatego, że pewne źródła już zostały uruchomione. W ubiegłym roku Arabia Saudyjska otrzymała 10 miliardów euro z konsorcjum banków globalnych. Była to pierwsza emisja długu przez rząd Arabii od 25 lat. Kilka miesięcy później rząd saudyjski wyemitował obligacje na poziomie 17,5 miliardów dolarów, co było największą w historii sprzedażą obligacji. Kolejne emisje papierów wartościowych przez Arabię Saudyjską i inne kraje arabskie spodziewane są dopiero w 2017 roku.

To jednak nie wszystko, pojawia się bowiem kolejna niewiadoma. Większość banków i międzynarodowych instytucji finansowych ma limity zadłużenia wyznaczone przez państwa członkowskie Rady Współpracy Państw Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn i Oman). Ograniczenia te podlegają przeglądowi co roku, ale dane nie zostały upublicznione. W ciągu ostatnich kilku lat wiele banków międzynarodowych zbliżyło się do osiągnięcia limitów dla niektórych z tych krajów.

 

Jest jednak nadzieja, że rynki kapitałowe będą powiększać limit długu, wymieniając malejące zadłużenie bankowe. Z powodu dostępności taniego zadłużenia długoterminowego na Bliskim Wschodzie powoli również rozwija się rynek obligacji. Inwestujący w nie coraz częściej patrzą zaś na wydajność rynków rozwijających się. Z tego względu istnieje duże zainteresowanie najnowszymi korporacyjnymi emisjami obligacji w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie, Kuwejcie i Egipcie.

Dodatkowo od czasu refinansowania obligacjami niezależnego projektu energii odnawialnej w Abu Dabi w 2012 roku, liczne źródła środków przeznaczonych na bliskowschodnie projekty zostały skonstruowane tak, aby umożliwić refinansowanie za pomocą obligacji projektowych. Jednak poza kilkoma wyjątkami w sektorze naftowym i gazowym na Środkowym Wschodzie, obligacje projektowe nie były do tej pory używane na szerszą skalę w finansowaniu zielonych projektów.

Nowa szansa – zielone obligacje

Niedawne zmiany na rynku obligacji mogą jednak tę sytuację zmienić. Obserwowany jest bowiem wzrost zielonych obligacji, a więc tych emitowanych na poziomie korporacji macierzystej, z których wpływy są inwestowane w projekty przyczyniające się do rozwoju przyjaznej dla środowiska transformacji energetycznej, w tym energii odnawialnej. Zgodnie z oczekiwaniami rynków, ich emisja na całym świecie w 2017 roku przekroczy 100 miliardów dolarów w porównaniu z 11 miliardami dolarów, które pojawiły się w 2013 roku. Przewidywania mogą się spełnić tym bardziej, że zielone obligacje oferują inwestorom te same zyski, co obligacje konwencjonalne lub islamskie, zwane sukuks.

 

Co więcej, już zostały one wykorzystane w celu finansowania projektów czystej energii w Europie i Azji. Projekty na Bliskim Wschodzie wciąż są jeszcze często finansowane z silnych bilansów państwowych, a alokacja ryzyka w tym rejonie świata, szczególnie w sektorze energii i wody, jest bardzo korzystna w porównaniu z innymi lokalizacjami. Tak więc zielone obligacje mogą z powodzeniem dostarczać Arabii Saudyjskiej dodatkowego zastrzyku środków, niezbędnych w sektorze energii odnawialnej.

Podsumowując, rynek energii odnawialnej w Arabii nadal jest we wczesnych stadiach rozwoju. Na warunki globalne nakładają się bowiem uwarunkowania lokalne i regionalne. Wpływa to znacząco na możliwy do podjęcia kształt projektów, ich kosztów oraz finalnie taryf wyprodukowanej energii elektrycznej. Wiele jednak wskazuje na to, że już niedługo na rynku OZE może pojawić się kolejny silny lider.