W ciepłych wodach parku Yellowstone znaleziono amebę, która zabija 97% zainfekowanych osób. Naegleria fowleri przebywa w ciepłych wodach rzek i nie atakuje człowieka, chyba że ten nieświadomie połknie wodę zawierającą amebę trakcie kąpieli.

Gdzie jesteśmy najbardziej narażeni?

Naegleria fowleri uwielbia ciepłe wody. Coraz gorętszy klimat naszej planety prowadzi do podnoszenia temperatury rzek, a to zwiększa śmiercionośne zagrożenie. Choć ameba jest najbardziej rozpowszechniona na południu USA, przy sprzyjających warunkach może w krótkim czasie znaleźć się wszędzie.

– Coraz częściej spotykamy się ze wzrostem temperatur w rzekach. Może to przyczynić się do rozprzestrzeniania się zagrożenia – ostrzega Mia Mattioli, inżynier środowiska w laboratorium mikrobiologii środowiskowych.

Przedostanie się ameby do organizmu powoduje pierwotne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, które objawia się obrzękiem, gorączką, wymiotami, a następnie drgawkami i omamami. 97% gospodarzy tego pasożyta ginie w ciągu 5 dni. W latach 2007–2016 przez przypadkowe wypicie w trakcie kąpieli zakażonej wody zaraziło się 40 osób.

Niewykrywalne i niezniszczalne?

Pasożyta znaleźć można najczęściej w wodach rzek, ale radzi sobie on doskonale również wówczas, gdy warunki ulegną zmianie.

– W niższych temperaturach przechodzi w stan otorbiony, otaczając się pancerzykiem podobnym do skorupki jajka – wyjaśnia Mattioli. – Forma przetrwalnikowa zmienia się w aktywną, kiedy tylko warunki stają się bardziej przyjazne.

Znalezienie ameby w stanie żywym nie jest łatwe, ponieważ wypracowała ona doskonałe mechanizmy ukrywania się. Dlatego naukowcy stosują bardzo wiele różnych metod, aby zbadać pasożyta. Są to między innymi techniki molekularne, jak również „polowanie” na DNA w próbkach i hodowanie w naczyniach laboratoryjnych.

Jeśli próby zakończą się sukcesem, możliwe będzie wykonywanie testów genetycznych, które pozwolą zidentyfikować pasożyty.