Od wczesnego ranka w piątek w centrali dyspozytorskiej straży pożarnej w Duxbury dzwoniły telefony: „drzewo w domu przy Mayflower Street ”, „linia energetyczna w Keene Street i Kongresie ”. Nadmorskie miasteczko w stanie Massachusetts znalazło się w potrzasku zimowej burzy Riley. Na lądzie wiatr osiągnął siłę huraganu, a ludność na wybrzeżu przygotowuje się na rekordową powódź, która zapowiada się na jedną z najpoważniejszych w historii regionu.

Duxbury przygotowywało się na odparcie przyszłych kataklizmów. Specjalistyczne pojazdy wojskowe o wysokim zawieszeniu i dużej mocy pomagały w ewakuacji ludności. Okazuje się, że podczas styczniowej burzy podobne pojazdy czekały w pobliskiej placówce straży granicznej, lecz było ich za mało i wielu mieszkańców miasta nie miało szansy z nich skorzystać.

– Widzimy, że burze stają się coraz groźniejsze i pojawiają się częściej. W czasie powodzi nie możesz wezwać karetki pogotowia, nie możesz uruchomić silnika strażackiego. Dlatego przygotowujemy się na każde okoliczności, nie tylko bezpośrednio związane z huraganem – mówi kapitan straży pożarnej w Duxbury Rob Reardon.

Duxbury nie jest jedynym miastem, chcącym usprawnić środki reagowania na katastrofy w obliczu coraz bardziej ekstremalnej pogody. Po tym, jak huragan Harvey ujawnił rażące niedociągnięcia w infrastrukturze departamentu straży pożarnej w Houston, urzędnicy miejscy rozważają wydanie 6 milionów dolarów na zakup przystosowanych do warunków powodziowych pojazdów, a także na łodzie i inny sprzęt ratunkowy.

Zmiany klimatyczne powodują wzrost temperatury w oceanach, dlatego oczekuje się, że przyszłe cyklony będą coraz silniejsze. Miasta położone na wybrzeżach będą prawdopodobnie coraz chętniej inwestować w podobne środki łagodzenia skutków klęsk żywiołowych jak Duxbury i Houston. Jednak budowanie „odpornych społeczności” będzie wymagało przede wszystkim większych nakładów na infrastrukturę i oczywiście wspieranie polityki energetycznej, która także pomoże uchronić mieszkańców przed skutkami superburzy.